MÓJ GAMBIA (half) MARATHON – RELACJA

15 kwietnia 2015

Dla tych z Was, którzy nie wiedzą, jak to się stało, że znalazłam się
w Gambii, jak stałam się jego ambasadorką, mogliście przeczytać
w poprzednim artykule (KLIK). Teraz chcę Wam opowiedzieć
o prawdopodobnie moim największym, nie tylko biegowym,ale też życiowym doświadczeniu.

fot-Martyna-Skura-2

Godz. 5:30, dzwoni budzik. Takiej godziny w Afryce jeszcze nie widziałam. Tu czas płynie dużo wolniej, a dzień zaczyna się dużo później. Z powodu wysokiej temperatury nasz bieg mamy zacząć
o 7:00. Jesteśmy punktualnie, ale cóż Afryka… Startujemy o 8:30. Podróże kształcą, po roku życia w Afryce już mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. A przynajmniej tak mi się wydaje.

Kiedy po drodze zabieramy do naszego sławnego vana europejską autostopowiczkę, która, ku naszemu zaskoczeniu, okazuje się wolontariuszką biegu, którego jestem ambasadorką i słyszymy,
że do Gambii przyjechała…uwaga, uwaga: ROWEREM z Londynu, patrzymy na siebie z niejaką konsternacją. Rowerem? Przez 5 miesięcy? A my myśleliśmy, że dokonaliśmy czegoś wielkiego
i wyjątkowego przyjeżdżając z Polski do Gambii busem. Gdy słuchamy takich historii zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jest jeszcze tyle do zrobienia, przeżycia i zobaczenia. Wystarczy wyjść poza strefę swojego komfortu. A limity daje nam tylko nasza wyobraźnia. Imponujące, prawda?

To, że czipów może nie być, tego się domyślałam. Ale, że numery startowe będą wydrukowane na normalnej papierowej kartce,
która w wyniku oblewania wodą, już po kilku km ulegnie zniszczeniu, trochę mnie zaskoczyło. O dziwo, nie było dyskwalifikacji. Cóż… jako jedyna Polka, biała kobietka w małym afrykańskim kraju… Nietrudno było mnie nie zauważyć. Punkty żywieniowe? Owszem ,były takowe. No może nieco inne, niż sobie wyobrażacie. Na mecie, w punkcie zbiórki kilka tęgich, barwnie ubranych kobiet już od świtu w wielkich kotłach przyrządzało  dla wszystkich biegaczy jedzenie, które
z wielkich mis jedliśmy potem rękami. Nie, nie brzydzimy się takich rzeczy, to są te momenty, których nie przeżyjesz na wyjazdach all inclusive.

2 5Jaka jest różnica pomiędzy ulicznym biegiem z 50 tys. biegaczy
w wielkim europejskim mieście, a pomiędzy biegiem
z kilkudziesięcioma, czy z kilkuset gambijskimi biegaczami w małej afrykańskiej wiosce? Zasadnicza! Łączy nas jedno: pasja biegania. Nieważne gdzie, nieważne z kim, jaka jest temperatura i otoczenie. Wkładasz buty, chociaż nawet i tu następuje kolejny szok.. niektórzy biegacze nie mają butów do biegania, biegną w crocssach, a nawet
i klapkach, a mimo to mają czasy lepsze od niejednego proeuropejskiego biegacza uzbrojonego po zęby w  wypasiony sprzęt. Nie do pomyślenia? Nie tu.

Każda historia biegowa jest podobna: na początku biegasz, żeby zrzucić nadprogramowe kilogramy, zadbać o szczupłą sylwetkę
lub w ramach wskazanej aktywności fizycznej. Potem potrzebujesz czegoś więcej. Jeśli kochasz rywalizację, tak jak ja, zapisujesz się na biegi uliczne. Dycha szybko ci nie wystarcza. Chcesz więcej. Pojawia się pierwsza połówka, aż w końcu ten magiczny dystans 42 km. Przebiegniesz, czujesz, że teraz możesz przenosić góry. A że zawsze fascynowała mnie magia liczb, poszłam o krok dalej: pierwsze 50 km. Wymarzona setka jest gdzieś tam daleko w oddali, ale ciągle na horyzoncie. To są moje marzenia, które pozostawiam do realizacji
z odległą datą ważności, na całe swoje życie. Nie, to nie jest odkładanie czegoś na później. Na niektóre rzeczy musi po prostu nadejść odpowiedni moment.

Biegniesz w tych wszystkich, umówmy się, podobnych biegach, szukasz swojej strefy czasowej, przeciskasz się przez tysiące biegaczy, dostajesz medal, wrzucasz fotkę na fejsa,następnego dnia nie przypominają ci o tym nawet twoje nogi. Więc szukasz dalej. I nagle okazuje się, że są na świecie biegi, w których czas mierzy się stoperem i dostaje numerek na kartce papieru, a meta to nic innego niż przewiązane sznurkiem dwa słupki z balonikami. I czujesz radość, wiesz? Większą od niejednego profesjonalnie przygotowanego biegu. Bo tu czas już nie jest tak istotny,  jak Twoje przeżycia i obcowanie z kulturą.

Skłamałabym, gdybym napisała, że nieważne są życiówki. Pewnie,
że mi się marzą. Uwielbiam rywalizację, ale to tu jest namacalne obcowanie z kulturą i tak egzotyczną przyrodą. Fakt, że nie jesteś małą kropką wśród tysięcy biegaczy w biegu, który jest poniekąd dedykowany Tobie, sprawia, że bieg staje się już nie tylko zwykłym sportowym wydarzeniem, ale łącznikiem pomiędzy dwoma kulturami. To już nie ten moment, gdy o afrykańskich biegaczach czytam w książkach, czy widzę ich na podium warszawskiego maratonu. Ja właśnie biegnę w Gambii razem z nimi!!! Jeśli przewertuję w otchłaniach pamięci całą moją biegową historię,
to zaczynam zdawać sobie sprawę, że jest to prawdopodobnie moje największe dotychczasowe biegowe, ale też życiowe doświadczenie. I gdy Ci sami biegacze, którzy na dystansie półmaratonu mają średni czas 1:04, a w maratonie ok 2:15, biegną tuż obok mnie, podają mi wodę, oblewają mnie nią, czy dają techniczne wskazówki jak lepiej biec, to ja po prostu wtedy się wzruszam i rozklejam. Targają mną pewne sprzeczności: z jednej strony chcę wykorzystać moment na swoją życiówkę, przecież okazja na takie zające nie zdarza się często! Za wszelką cenę pragnę udowodnić, że Polki też potrafią być szybkie! Tylko kim trzeba być, żeby pokonać Gambijczyków?
Z drugiej jednak strony, jest mi tak gorąco, podbiegi i monotonna trasa, ciągle po prostej, bardzo mnie męczą.Szans na życiówkę nie widzę. Widzę, a raczej słyszę pogawędki  zza moich pleców, które uzmysławiają mi, że chłopaki się nudzą. Przyjeżdżając na bieg bałam się panicznie, że będę ostatnia. Trochę słabo by to wyglądało, nie sądzicie? Zawsze jestem gdzieś tam w środku, ale ostatnia? A tu się okazuje, że nikt wcale nie planuje mnie wyprzedzać. Przeciwnie, jeśli jeden z biegaczy znudzony chyba moim tempem chce pobiec trochę szybciej, od razu koledzy strofują go: „Biegniesz za szybko, nie wyprzedzaj Anny” Haha! Czy to się dzieje naprawdę? I kiedy tłumaczę im, jak mi głupio, że przeze mnie muszą biec tak wolno, dostaje odpowiedź, żebym się tym nie przejmowała, oni też czasem muszą sobie robić takie wolniejsze wybiegania w ramach rozciągania (!!!) Padłam.

Z każdym jednym krokiem czuję ich ogromne wsparcie. Dla nich temperatura, czy podbieg, nawet rozpalone na drodze ognisko, które zabiera tak potrzebny tlen ,nie stanowi żadnego problemu.
Nie irytuje ich (w przeciwieństwie do mnie) dźwięk, jakże dla mnie upierdliwego sygnału z policyjnego motocykla, który całą drogę nas eskortuje (!). Nie robi na nich wrażenia kameleon, który przecina nam drogę, czy stado wołów, które postanowiło przejść właśnie
w tym samym momencie, co my. Bo przecież dla nich to norma. Za to fakt, że ktoś z Polski, kraju oddalonego od nich o tysiące kilometrów usłyszał o ich biegu i z  wielką radością chce wziąć w nim udział, jest dla nich prawdziwym powodem nie tylko do szczęścia, ale, w jakiś sposób też do dumy. Bo przyznajcie szczerze, kto z Was wcześniej słyszał o Gambii? O a maratonie tam? Oni marzą o udziale
w Warszawskim Maratonie. Dla mnie fakt, że biegnę z nimi
w Gambii, jest spełnieniem moich biegowych marzeń. Z każdym kilometrem zaczynam rozumieć, że to nie tylko kolejna pinezka na mojej biegowej mapie świata. Ale prawdopodobnie moje największe dotychczasowe biegowe przeżycie.

Wzruszam się, kiedy widzę zniszczone buty mojej biegowej koleżanki i jedyną rzeczą, o której myślę, to podarowanie jej swoich własnych i powrót do domu  boso, gdy tylko przybiegnę na metę.
Nie daje mi spokoju fakt, że pudełka z butami sportowymi w moim domu sięgają sufitu, a Hoja biegnie w starych podartych. Wzruszam się też wtedy, gdy moi biegowi koledzy, widząc to, że biegnie mi się ciężko, co chwilę pytają o moje samopoczucie i o to, czy nie potrzeba mi wody. A gdy taka potrzeba następuje, w ciągu kilku sekund zjawia się samochód z wodą, który cały czas jedzie za nami, gotowy pomóc mi w każdej chwili. I ci sami ludzie, wolontariusze, czy mieszkańcy przebieganych wiosek, widząc naszą grupkę krzyczą moje imię.
Nie jestem w stanie wyrazić wzruszenia, które wtedy czułam.
Ale przecież nie będę płakać w trakcie biegu. Jeszcze gotowi pomyśleć, że nie daję rady! Boże, ja jestem taka empatyczna,
że nawet jak piszę tego posta i sobie to wszystko przypominam
też się wzruszam. „Człowiek z waty, jak mawia mój chłopak.
Na metę wbiegam… yyyy… pierwsza! Zapłakana z radości
i wzruszenia, ale taka szczęśliwa! Endorfiny już wyszły
na powierzchnię.

To chyba taka historia z małym morałem, o tym jak bieganie ewoluowało w moim życiu. Życiówki, owszem, są dla mnie ważne (ach, kocham te cyferki!,) ale czy przy tym wszystkim, co dostałam
od tych ludzi, czy mam prawo chcieć więcej? Jestem tak wdzięczna za to co przeżyłam, iż fakt, że mój czas był gorszy o ponad 13 min od życiowego (1:59), nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Czy mogłam dostać piękniejszy prezent od życia na swoje 30-ste urodziny?

Ja, biegając w Gambii, właśnie odnalazłam swój sens… Podróżować, biegać ,ale tez poznawać kulturę, nie tylko tę zabytkową, ale też biegową. Gambijski bieg na pewno nie byłby zaliczony w żadnej kwalifikacji biegowej, ale przeze mnie jest zaliczany do tych najważniejszych.

Bez wsparcia mojej cudownej ekipy, na pewno byłoby mi dużo trudniej przeżyć i udokumentować to wszystko. Dlatego bardzo bardzo, Wam dziękuję.

Hollycow, dzięki Tobie się tu znaleźliśmy, siostrzyczko Lifein20kg i Jugi, nasza najlepsza fotografko, jesteście wymarzonym teamem!

fot-Martyna-Skura-3 fot-Martyna-Skura-4IMG_4270OLYMPUS DIGITAL CAMERA fot-Martyna-SKura-5 fot-Martyna-Skura-6 fot-Martyna-Skura-7 fot-Martyna-SkuraOLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA IMG_4166 copy

IMG_4474 IMG_4488 IMG_4495 IMG_4496 IMG_4291 IMG_4294 IMG_4298 IMG_4319 IMG_4334 IMG_4335 IMG_4342 IMG_4354IMG_4424 IMG_4439 IMG_4433IMG_4365 IMG_4372

IMG_4421 IMG_4406 IMG_4502 IMG_4506 IMG_4519 IMG_4528 IMG_4536 IMG_4545 IMG_4586

Moja siostra z tą szaloną walontariuszką, która przyjechała do Gambii z Londynu rowerem (!).IMG_4602 IMG_4605 IMG_4608 IMG_4639

IMG_4556_web IMG_4578_web IMG_4621_webIMG_4593OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. Justyna Gieleta & Martyna Skura / Lifein20kg via OLYMPUS E-M10

TRAVEL WITH

Print

 

Komentarze

  1. Anita Barbara pisze:

    Taka byłam ciekawa tej Waszej wyprawy, że z przyjemnością przeczytałam post. Gratuluję osiągnięcia. Przyznaję, że podziwiam. Piękna wyprawa, piękne doświadczenie. Jestem też pod wrażeniem wolontariuszki, co to na rowerze do Afryki dojechała. Szalona 🙂 Uwielbiam takich ludzi. A wiesz jakie miałam pierwszą myśl widząc afrykańskich biegaczy ? Pomyślałam, że chętnie oddałabym im swoje buty. I miałam na przemian uśmiech i łzy w oczach czytając ten post. Jak widać też jestem człowiek – wata. P.S Nawet bieg w upale nie przeszkodził Ci wyglądać pięknie. I ten uśmiech. Super 🙂

  2. Paulina pisze:

    Od niedawna CIę obserwuje tutaj na IG czy FB. Zafascynowałaś mnie. Ja tez biegam(sobie po troszeczku) Wzruszyłam się czytając ten tekst… Masz piękne podejście do życia, uwielbiam Twoje rozmyślenia nad sensem… życia. Życzę Ci wielu wspaniałych podróży, zyciówek , spełnienia i dobroci. Jesteś wspaniała kobietą

  3. Olaa pisze:

    Jestem zachwycona zdjęciami i emocjami na nich! 🙂 bo o całym wyczynie już nie wspomnę; )

  4. Magda pisze:

    POpłakałam się.

    Uwielbiam Cię.
    Tym postem dałaś mi tyle że nawet sobie nie wyobrażasz.

    Dziękuję

    1. What Anna Wears pisze:

      To ja dziękuje za odwiedziny !!!!

  5. www.bambiboho.blogspot.com SYLWIA BADORA pisze:

    ANIA RWWELACYJNY POST! AŻ SIĘ OCZY SZKLĄ JAK TO CZYTAM.
    JESTEŚ WSPANIAŁĄ KOBIETĄ, KTÓRĄ POZNAŁAM OSOBIŚCIE I WIEM, ŻE TO NIE JEST NA POKAZ!

    OBY TAK DALEJ SKURKA!!!!

    1. Weronika pisze:

      Ja też się wzruszyłam!!! 🙂 o to chodzi w życiu o dobro, spełnianie marzeń i piękne proste gesty, które napełniają Cię piękną energią !! Gratulacje!! Inspirujesz Ania.

  6. Magda www.kobietybiegaja.pl pisze:

    Przepiękna, wzruszająca relacja. Uchwyciłaś w słowach kwintesencję biegania. No i te piękne zdjęcia. Zazdroszczę przygody.

  7. mario pisze:

    ale pieknie! Ania zuchu!!!!! 🙂

  8. Agnieszka pisze:

    Skurka <3
    Inspirujesz mnie strasznie, nie tylko do podrozy ale i do biegania.

  9. Nadia pisze:

    Aniu, cudnie się czytało! Gratuluje! Motywujesz! Chyba czas odkurzyć buty i ruszyć przed siebie;-)

  10. Kentak pisze:

    Aniu, zabrakło mi słów, poryczałam się jak to czytałam… Tyle emocji…Ty wiesz że ja Ciebie wspieram od samiutkiego początku, jesteś niesamowita! Wzruszam się za każdym razem kiedy Ci się znowu coś udaje. Cieszę się razem z Tobą że się spełniasz i przeżywasz piękne chwile w życiu. Trzymam za Ciebie kciuki i wiem że będziesz się nadal rozwijała i motywowała innych do tego żeby nie guśnieć w fotelu i narzekać na świat, ale żeby zacząć zmieniać swoje życie na lepsze! Ściskam Cię mocno Aniu i gratuluję z całego serca!!! Kentak.

    1. trojka pisze:

      Ja pierdziele…poryczałam się:D Skurka, jesteś niesamowita!!! I Mareczek, że to ogarnął! I zdjęcia Justyny świetne!!! Na prawdę oskarowy post i niesamowita przygoda!!! Zacznij to spisywać w jakąś książkę motywacyjną dla wszystkich szarych corpoludków – niech zobaczą co tracą bo to co tu opisałaś,to dopiero jest prawdziwe życie…!!!<3

  11. aknezz.blogspot.com pisze:

    Rewelacyjny wpis, bardzo emocjonujący 🙂

  12. Syl pisze:

    Ja tez sie wzruszylam tak pieknie napisalas … Gratualcje i powodzenia w rezlizacji wszystkich marzen i planow.
    Ps. Nie znam Cie ale czuje sie jakbym czytala wpis mojej kolezanki 🙂
    You rock girl !!!

  13. Angelika pisze:

    Aniu niesamowicie się wzruszyłam ,pięknie to opisałaś …łzy się same cisnęły … Gratuluję Ci tak wspaniałych przeżyć i cieszę się ,że jesteś bo to co opisujesz naprawdę daje do myślenie …. Jesteś naprawdę fascynującą osobą … Od kiedy o Tobie usłyszałam i Cię poznałam śledzę Twoje poczynania i to naprawdę z wielka przyjemnością i podziwem dla Ciebie .Aniu trzymaj się cieplutko i dziękuję 😉 :* <3

    Ps . Czytając ten wpis troszkę ci pozazdrościłam 😉

  14. messbyus pisze:

    Niesamowity wpis! Gratuluję odwagi i wytrzymałości! Podziwiam!
    Buziaki pozdrawiam serdecznie :*

    messbyus.blogspot.co.uk

  15. Kasia pisze:

    Widzę, ze nie jestem pierwsza, ktora Ci to pisze – poplakalam sie czytajac ten tekst. Tez biegam i wiem jak cudownym uczuciem jest pokonac polmaraton i niesamowite jest zobaczyc, jak to wyglada w kraju tak innym od naszego. Tez mam w tym roku 30-tke, na szczęście dopiero we wrzesniu, inspirujesz mnie do tego, zeby rowniez podjąć jakies biegowe wyzwanie z tej okazji:)

    1. asr pisze:

      Dzięki za post, za emocje, płakałam jak dziecko…

  16. Bo pisze:

    Brawo Aniu! Pięknie opisane i zilustrowane. Powoli stajesz się moją prywatną bohaterką

  17. Barbra pisze:

    Super zdjęcia, szczególnie to czarno białe jak oblewana jesteś wodą mi się podoba 🙂 Sama jestem biegaczką i wiem jakie emocje towarzyszą nam przy startach ulicznych. Ostatnio przebiegłam swój pierwszy oficjalny(bo dystans 21 km już dawno złamałam i to nie raz) półmaraton. Był to Półmaraton Warszawski, nigdy nie czułam się tak wspaniale jak po tym starcie i w trakcie niego. Mimo tego, że biegam już od wielu lat i startuję prawie co weekend w zawodach w sezonie. Adrenalina jaka jest podczas takiego biegu jest nie do opisania! Dlatego wyobrażam sobie co czułaś biegnąc i to jeszcze w takim wyjątkowym miejscu. Tylko Ci pozazdrościć! Po przeczytaniu wpisu zainspirowałaś mnie do pewnej decyzji. Napisałaś : „Czy mogłam dostać piękniejszy prezent od życia na swoje 30 urodziny?”. Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Bieganie kocham ponad wszystko i powiem Ci, że sama chciałabym sobie taki prezent zafundować. W sierpniu kończę co prawda dopiero 20 lat, ale myślę, że właśnie najlepszym prezentem będzie jakiś bieg. Na razie dystans 42km to trochę za dużo, nie czuję się jeszcze przygotowana. Ale może półmaraton górski? Cóż może być piękniejszego od półmaratonu w pięknej scenerii? Zaraz coś wygoogluje, mam nadzieję, że coś znajdę akurat na 31 sierpnia! 😀

  18. saz pisze:

    Na początku czytania miałam już w głowie komentarz typu wow… Więcej słów nie trzeba po prostu wow, ale w trakcie dalszego czytania coś mnie tknelo i zauważyłam że ten post napisałaś trochę inaczej niż zwykle. Czuje ze tutaj jesteś cała Ty, Twoje serce dusza i pasja. To się po prostu czuje czytając… Widać że słowa po prostu płynęły gdy pisałaś i nie powiem moje oczy tez zaszły wodą hihi, Caluski

  19. Patrycja Fashion pisze:

    Kochana ślędzę Cię od dawna i bardzo mocno CI kibicuję!;) Gratuluję zwycięstwa i obyś nigdy nie straciła tego zapału i energii;*

    Mam nadzieję, że uda mi się wyjechać kiedyś w tak ciekawą podróż jak Tobie – skrycie o tym marzę;)

    pozdrawiam;)

    1. What Anna Wears pisze:

      Patrycja dziękuje! A jeśli marzysz o takiej podróży to nic straconego. Najbliższą organizujemy w czerwcu, więc jeśli Cię to zainteresuje proszę napisz do mnie 🙂 Dzięki za komentarz.

  20. Gabby pisze:

    Aniu, piękna relacja, cudowna przygoda, ale najpiękniejsze są Twoje przemyślenia i emocje, które opisujesz. Uwielbiam Twoje posty za to, że pokazujesz tyle wspaniałych miejsc i ludzi. Trzymam kciuki za Twoje marzenia, oby wszystkie się spełniły bo naprawdę na to zasługujesz! Czaruj dalej rzeczywistość swoimi postami!;*

  21. Aggie pisze:

    Hmm …. podejrzewam ze nie starczylo by mi strony żeby opisac moje doświadczenia zyciowe, przezylam swoje, ale powiem ci jedno sledze kilka, no może więcej niż kilka, blogerek modowych i zdaje sobie sprawę ze tak naprawdę niewiele z nich ma cos do powiedzenia (so far you and Macademian have something to say) i nie mogę wyjść z podziwu Polska taki pekny kraj i tak zmarnowany, wy młode dziewczyny które chcą cos zrobić i zaistnieć, my emigranci którzy wyjechali ale odnieśli sukces za granica i tak wiele osob nas niszczy albo probuje zniszczyć. tak naprawdę pytanie brzmi CZY POTRAFIMY WSPOLZYC JAK JEST DOBRZE,, CZY TYLKO POTRAFIMY WALCZYC JAK JEST ZLE ). ANIU ODPOWIEDZ JEST PROSTA, za bardzo odeszlisy od tradycyjnych wartości.
    OJ przepraszam brzmie jak pisowiec którego nie lubie POZDRAWIAM
    A

  22. ekstrawagancka pisze:

    Aniu… jesteś wielką osobą! 🙂 Wzorem!

  23. iwonagruszka.com pisze:

    Bieganie wciąga. Kiedyś myślałam, że ludzie nie biegają 42km+ . Kto normalny by się na to pisał? 🙂 Miesiąc temu na swoje urodziny przebiegłam Maraton Rzymski. Niesamowite uczucie.

    Powodzenia! Trzymam kciuki za wszystkie biegi!

  24. Milena pisze:

    Aniu piękne zdjęcia! Piękny post! Trzymaj tak dalej! Właśnie w taki sposób inspirujesz 🙂

  25. Kasia pisze:

    Aniu śledzę cię na snapchacie i często wspominasz o swoich treningach z MOTIVATO. Czy jest aplikacja MOTIVATO na telefon? Szukałam i nie mogłam znaleźć, a ty czasem mówisz, że MOTIVATO przypomina ci o treningu. Zarejestrowałam się na ich stronie i mam już ten plan treningowy, ale zastanawiam się jak mam ustawić te przypomnienia skoro nie mogę znaleźć aplikacji na telefon :/

  26. domi pisze:

    To naprawdę coś niezwykłego, aż brakuje słów 🙂 oczywiście się popłakałam. Z zaciekawieniem czytam wszystkie Twoje wpisy i z całego serca Ci Kibicuję, a sama zaraz idę biegać 🙂 pozdrawiam :))

  27. Paulina pisze:

    Przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i nie spodziewałam się tego co tu zastałam…tyle emocji i motywacji do działania, do przeżywania w pełni każdej chwili, po prostu doceniania życia. Jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂 Dawno się tak nie wzruszyłam…Sama biegam od stosunkowo niedawna, nakłoniona do tego sportu przez chłopaka, chłopak zniknął ale bieganie zostało bo pokochałam to całym sercem. Wspaniałe jest to jakie szczęście odczuwa się biegając, choć czasem bywa okropnie ciężko, ale tak jak mówisz trzeba odważyć się wyjść ze swojej strefy komfortu i zawalczyć 🙂 Zainspirowałaś mnie i mam nadzieję, że uda mi się też tak konsekwentnie spełniać swoje marzenia! Jesteś Wielka! Pozdrawiam serdecznie i będę tu częściej wpadać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Seo wordpress plugin by www.seowizard.org.