RYSY ZIMĄ TRUDNIEJSZE NIŻ KILIMANDŻARO

5 marca 2017

Za chwilę ruszam na kolejną górską przygodę, więc postanowiłam wrócić z tematem wypraw górskich i wspinaczki, bo wiem, że wiele z Was czekało też na ten wpis. Jak weszłam na Rysy zimą i czemu było to trudniejsze od wejścia na Kilimandżaro? Przeżycie było dla mnie ogromne, więc w sumie czemu miałabym się z Wami nim nie podzielić?

jak zdobyć rysy zimą

To miał być tylko trening przed kolejną moją wyprawą. No właśnie, kolejną…
Wiem, że pisząc dla Was relacje z Kilimandżaro [ wróćmy do tego jeszcze raz tutaj ] zarzekałam się, że to już ostatni raz. Nie zaprzeczam, pierwsze chwile i dni po zejściu tak było, pamiętam to. Mówiłam tak 1,5 roku temu. Tyle potrzeba, aby od „nienawidzę gór, to nie moja bajka, nigdy tam nie wrócę”, szykować się właśnie na następna wyprawę…

Hala gąsienicowa

To miał być tylko trening przed kolejną moją wyprawą.

Ok.. Emocje i zmęczenie już trochę opadły,więc mogę teraz to powiedzieć. To była najniebezpieczniejsza rzecz jaką do tej pory przeżyłam. Chyba nie miałam jeszcze w swoim życiu sytuacji, w której tak bym się bała. Tak wiecie – porządnie. Wielogodzinne człapanie po ścianie, bo momentami tak to wyglądało, było niczym w porównaniu ze schodzeniem Dopiero teraz, gdy schodząc prawie pionową ścianą zaczęłam spadać (oczywiście, byłam asekurowana liną przez moją przewodniczkę Olę, która mnie złapała) zrozumiałam powiedzenie, że to nie wejście, a zejście jest najtrudniejszą rzeczą. Przyznaję, tak się przestraszyłam. Moje zejście trwało tyle samo co wejście, a podobno jest już „z górki”.
Rysy zimą
 
Z Waszych komentarzy wnioskuję, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, że Rysy zimą niewiele mają wspólnego z letnimi wycieczkami. Są dużo trudniejsze niż niejeden pięcio- czy sześciotysięcznik. Jedyny plus jest taki, że są niskie i jest wystarczająca ilość tlenu. Nie wiem co gorsze: prawie pionowa ściana w górę, z której na głowę lecą ci grudy śniegu, czy przepaść i czarne chmury pode mną, i tak nie ma gdzie wracać. Zawrócenie jest cięższe od wchodzenia w górę. Wiatr był silny, momentami miałam wrażenie, że mnie zdmuchnie z tej ściany!  Do szczytu brakuje jakiś 100 metrów, które może oznaczać minimum godzinę wspinaczki. Moje nogi z żelaza wysiadły już po kilku krokach, bo kolana trzeba podnosić prawie pod klatkę piersiową. Kili to przy tym naprawdę lekki krajoznawczy treking. Oczywiście nie spodziewałam się, że to wszystko AŻ tak wygląda.
9 10
 
Gdy dziś, leżąc w ciepłym łóżeczku przypomnę sobie tę 13 godzinną akcję to wydaje mi się jakbym oglądała film o Evereście. Co za przeżycie! A co najlepsze – wiem, że chce więcej!
 
Ale od początku.
 
Myśl o powrocie w góry oczywiście wróciła dość szybko. Czasem niektóre zdarzenia tak bardzo dają nam w kość, że nie wyobrażamy sobie wrócić do nich, tym bardziej dobrowolnie. No cóż, natura człowieka jest bardzo złożona i czasem nie sposób ją zrozumieć. Przechodząc do sedna: kolejny cel, kolejny plan wyprawy na kolejny szczyt już jest.
Sporo wyższy, sporo trudniejszy, sporo dłuższy. Wiedząc już, jak smakuje życie na wysokościach panicznie się jej boję. Oczywiście nie mam na myśli tej, o której każdy w pierwszej chwili myśli, czyli lęku przed wysoko położonym punktem, a chorobę wysokościową, która mi osobiście mocno daje kość. Powoduje uczucie podobne do tego, gdy miewasz ogromnego kaca, albo jesteś tak chora, że nie masz siły wstać napić się herbaty, która stoi obok ciebie. Jest to również podobne do łupania młoteczkiem w głowę tak, że jedyna rzecz, o której marzysz to żeby to w końcu się skończyło. Gdy nie masz czasu i możliwości na odpoczynek, twoja determinacja musi ci wtedy pomóc skoncentrować się najmocniej jak tylko potrafisz na celu, który cię tu przywiódł. To uczucie podobne do tego, gdy czujesz się tak źle, że nawet myśleć nie jesteś w stanie, a musisz iść i przebiec maraton.
Na logikę, jak można chcieć wracać w miejsce, które powoduje takie spustoszenie w twoim organizmie? Może to nadzieja, że następnym razem ta choroba wysokościowa ciebie nie dopadnie, bo przecież nie wszyscy ja przechodzą, a może twoje marzenia i cele przyćmiewają ci wszystko wokoło? Ja wiem, że tam wejdę, już nawet widzę siebie na szczycie. Właśnie takie obrazy w mojej głowie pomagają zmotywować moje ciało do przekraczania własnej wytrzymałości.
 
Kolejna wyprawa wymaga ode mnie już dużo większego przygotowania: opanowania techniki   (bo na tym etapie jest u mnie jeszcze bardzo podstawowa), nauki chodzenia w rakach (raki –  kolce na buty, dzięki którym możesz poruszać się po pionowych ścianach lub na lodzie) oraz posługiwania się czekanem (służy do wbijania się w ścianę śnieżną, przypomina młotek lub kilof).
jak zdobyć rysy zimą 2
Gdy już podjęłam decyzję o wyjeździe na kolejną wyprawę zaczęłam szukać ekipy, z którą mogłabym się wspinać i tak znalazłam Olę Dzik, która w ramach przygotowania i treningu zabrała mnie na Rysy. Pomyślałam sobie: „super, nigdy dotychczas nie miałam okazji tam wejść!”. Umówiłyśmy się o 7 rano na parkingu, gdzie sprawdziłyśmy cały nasz sprzęt itp. Oczywiście na miejscu okazało, że mój sprzęt jest bardzo ubogi i niewystarczający. No cóż, i tak najbardziej było mi głupio, gdy Ola zapytała mnie patrząc z wielkim zdziwieniem, czy mogę odkleić swoje rzęsy, ponieważ na wyprawie będą mi zamarzać i będę musiała je odmrażać :). Oczywiście poczułam się jak idiotka i przypomniałam sobie jak 2 dni wcześniej sprzeczałam się z moja obserwatorką, że długie rzęsy w niczym (przecież!) nie przeszkadzają, a już na pewno nie we wspinaczce! 🙂 Urocze to jest, jak ktoś zanim nie przekona się na własnej skórze, uparcie będzie twierdził inaczej. Moja mama zawsze miała do mnie pretensje, że nie mogę uczyć się na czyiś błędach, tylko na swoich. No cóż mamusiu, chyba już tak mam 😉  O ile te wspomniane rzęsy nie stanowiły problemu kilka dni wcześniej podczas trekingu na Halę Gąsienicową, o tyle już tutaj były sporym problemem. Dziękowałam sama sobie, że spod rękawiczek nie wystają długie czerwone paznokcie. Trochę się wstydzę tego, trochę się śmieje, jedno jest pewne, że nic nie powinno mi utrudniać drogi na szczyt, a już na pewno nie takie małe, zbędne rzeczy.
anna skura z mamą
Zaczynamy od trekingu na Morskie Oko, co oczywiście wychodzi mi całkiem nieźle. Mamy dobry czas, nawet dostaje pochwałę od Oli, co sprawia, że dostaje skrzydeł. Akurat w takich sprawach wiem, że jestem dobra, bo przebiegnięte w życiu kilometry tylko mi pomagają.
morskie oko
Podczas drogi Ola opowiada mi o swoim doświadczeniu, o swoich licznych wyprawach, o Arturze Hajzerze, o którym tak wiele dowiedziałam się z książek Martyny. O ludziach, których już nie ma lub tych, którzy uratowani z lawiny mają taką traumę, że przestali się wspinać. Wydaje mi się, że nigdy czy to w filmie czy w książce, którą przeczytałam, świadomość, że ktoś zginął w górach nie dochodziła do mnie tak bardzo jak podczas opowieść Oli. Gdy była na wyprawie na siedmiotysięczniku, w wyniku załamania pogody, na jej rękach zginął ktoś z innej ekipy. Pierwszy raz w życiu poznałam kogoś z taką historią i aż sama prawie poczułam ten chłód o którym opowiadała Ola…
 
Idziemy dalej, jestem naprawdę miło zaskoczona, że Ola robi mi zdjęcia. Cieszę się bardzo, bo wiem, że dzięki temu będę mogła podzielić się z Wami tym przeżyciem. Czasem same słowa nie wystarczą,  obraz najlepiej pomaga uzmysłowić sobie to, o czym opowiadam. Ja na pewno nie miałabym śmiałości, by o to poprosić, bo wydaje mi się, że byłabym jedyną osobą, która w takim momencie myśli o zdjęciach.
 
Mijamy Morskie Oko, jest piękna pogoda, czas mamy dobry. To dotychczas najwyżej położony punkt na tej trasie, na którym byłam. Tylko pomyśleć, że pierwszy raz byłam tu pewnie z 20 lat temu jako dziecko z rodzicami. Oni już wtedy ganiali nas na takie trasy.
 
Wspinamy się na Czarny Staw, pogoda już nie jest taka cudowna, zaczyna mocno wiać, robi się ciemniej, a to dopiero poranek. Zaczyna być mi zimno, myślę „oho, zaczyna się”. Tamte 9 km to przecież miała być tylko rozgrzewka. Jemy kanapki, pijemy herbatę z termosu, odbieram ważny telefon z prośbą o spotkanie, odmawiam „nie mogę, właśnie wspinam się na Rysy, wieje, nic nie słyszę”. Zdziwienie rozmówcy po drugiej stronie telefonu, który zaczyna właśnie swój tydzień od zaparzenia w biurze kawy i sprawdzenia maili na pewno jest spore.
Idziemy dalej, mijamy Czarny Staw i zaczynają się kamienne schody. Są oblodzone, ale to jeszcze nie czas na raki. Trochę tracę tu swoją pewność, bo przecież w każdej chwili mogę się poślizgnąć i przewrócić, a jest już stromo, dlatego każdy krok stawiam bardzo ostrożnie. Gdy zaczyna się większy śnieg, kończą oblodzone schody – wkładamy raki.
4
 
Ufff, no teraz to mogę iść. Dostaje skrzydeł i mam ochotę wprost pobiec na tę górę. Gdy w oddali, z góry patrzę na Czarny Staw, przypominam sobie o tragedii, która miała tu miejsce przed 13 laty, gdy nauczyciel ze studentami wybrał się zimą na Rysy i  lawina, która zeszła zabrała wielu z nich. Ogromna tragedia, którą obrazuje film „Cisza”. Patrzę na Czarny Staw i nie potrafię z niczym więcej go skojarzyć niż z obrazami wyławianych z niego ciał licealistów. Siła lawiny była tak duża, że zabrała ich aż tam.
czarny staw wspinaczka rysy
Mijamy to miejsce z wielkim smutkiem i przestrogą. Wprawdzie nie ma tego dnia zagrożenia lawinowego, ale mamy na sobie włączone detektory lawinowe, które w razie potrzeby pomogą nas znaleźć. Tzn. działają tak, że pomogą, ale znaleźć mnie Oli, ponieważ ja jeszcze nie potrafię z nich korzystać. Na znalezienie drugiej osoby ma się ok 15 min.
To naprawdę bardzo  niewiele, a obszar poszukiwań może być olbrzymi. Zastanawiam się co by było w przypadku, gdyby to Oli się coś stało, nie potrafiłabym jej znaleźć… Nic takiego nam nie groziło i nie miało miejsca, jednak mając na piersi zapięty taki detektor  takie myśli przychodziły mi do głowy.
 
Najtrudniejszy moment.. następuje właśnie teraz. Zaczyna się pionowa ściana śniegu, a ja myślę sobie, „super, tego mi właśnie trzeba”.
12
 
Choć już po chwili rozumiem co oznacza wspinanie się po takiej ścianie. Robisz dwa kroki, jeden lewą nogą, wbijając przednią część raków do ściany, drugi prawą nogą, wbijasz czekan, podciągasz się i musisz odpocząć bo ciągle napięte w tej pozycji łydki aż palą. Odpoczywam przytulając się na chwilę do ściany albo po prostu klęcząc.  Na tym etapie Ola związuje się ze mną liną. Lina jest luźna napina się w momencie, gdy Ola dodaje krok w górę. To jest moje kilka sekund na odpoczynek. Za każdym razem gdy czuję, że się napina wiem, że muszę iść w górę i sama po cichu mówię do tej liny „lino, lino nie napinaj się jeszcze proszę, daj mi jeszcze chwileczkę!”, bo wiem, że to koniec mojego mini odpoczynku. Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale jednak to była moja jedyna nadzieja. Ola jest dokładnie nade mną, wspinając się zrzuca trochę śniegu na mnie, który spada mi na głowę. Mam oczywiście kask, ale gdy podnoszę głowę do góry, czasem dostaje mi się nim w twarz. I to wlaśnie wtedy następuje moment w którym rozumiem, że w góry nie wchodzi się z przedłużonymi rzęsami, bo robią mi się wtedy po prostu śnieżne firanki i nic nie widzę. Ale o tym moi drodzy już wspomniałam wcześniej 🙂
 IMG_4354male
Zrozumiałam również  jak wolno człowiek porusza się w pionie – 100 metrów może oznaczać kilkadziesiąt minut wspinania, a może nawet więcej. Dochodzi do mnie, niezrozumiałe wcześniej chyba do końca  stwierdzenie, że komuś może zabraknąć kilkaset a nawet kilkadziesiąt metrów do szczytu. Na dużej wysokości ze względu na brak tlenu człowiek rusza się jak mucha w smole, jest bardzo stromo, więc to może oznaczać po prostu kilkugodzinne wspinanie się w górę, a jeszcze dłuższe schodzenie w dół. Trzeba naprawdę mieć doświadczenie i wiedzę na ocenę sytuacji i wyliczenie, czy  zmieścisz się w czasie. Idę już dużo wolniej, jest ok 14:00. Ola zakłada, że jeśli w 30 minut dojdziemy do grani (to ta najbardziej stroma, wąska część) będziemy mogłyby wejść na szczyt. Jeśli nie, będziemy musiały zawrócić, bo będzie zbyt późno. Po pierwsze, żeby zejść ze ściany przed zmrokiem, bo pozostanie na niej jest bardzo niebezpieczne, a po drugie w lesie w nocy wychodzą niedźwiedzie, co również jest bardzo niebezpieczna sprawą. Gdy  go spotkacie na szlaku, trzeba krzyczeć i jak najgłośniej hałasować, żeby się przestraszył i uciekł.
2
 
Na grań wchodzimy w 29 minut! Czyli będzie szczyt. Tam zrozumiałam co oznacza silny wiatr, którego podmuchy potrafią mną nawet trochę zachwiać. Szybka przekąska, trochę herbaty i ekspresowo wchodzimy dalej. Dowiaduję się też od Oli, że chałwa jest dużo lepsza w niskich temperaturach od czekoladowego batonika, bo nie zamarza. A propos, czy wiecie, że dzienna dawka himalaisty powinna wynosić ok 3.500 kalorii?
68
Grań jest najbardziej niebezpieczna, wąska, tylko na jedna parę nóg. Jest stroma, a do tego panuje wielka mgła i silny wiatr. Jestem związana z Ola liną, ale dodatkowo wpinamy się w gotowe poręczówki. Operowanie karabińczykiem w wielkich rękawicach (ponieważ co chwilę trzeba się odpinać i przypinać dalej) jest niebywałe trudna sprawą, która niestety zabiera mi bardzo dużo czasu. Po chwili jednak jesteśmy na szczycie, z którego i tak nic nie widać. Wszystko jest we mgle. Czasu mamy zaledwie tyle co na zrobienie pamiątkowego zdjęcia i od razu schodzimy na dół. Bardzo mocno wieje.
5
Teraz ja idę pierwsza, szybko schodzę  granią, byle mieć ją już za sobą. Chociaż, jak się okazuje nie to będzie dla mnie najtrudniejsze. Zaczyna się znowu nasza pionowa ośnieżona ściana a ja mam z niej schodzić.
7
 
Ale jak? Przecież ona jest pionowa! Mam raki mam czekan.. może się uda? Wbijam tylną część raków,ale mi nie wychodzi, ślizgam się. Ola mnie pośpiesza, bo jednak jest już bardzo późno. Naprawdę, czuję się jak w filmie Everest, żeby tylko wygrać wyścig z czasem. Próbuję znowu schodzić  i w tym momencie znowu się poślizgnęłam i zaczęłam lecieć w dół! W ułamkach sekund mojego (pierwszego w życiu) przerażenia przypominają mi się wszystkie historie, sceny z filmów, gdy ktoś odpada ze ściany (przecież tak zginął na Lhotse Jurek Kukuczka!).  Próbuję sobie nerwowo przypomnieć jak się wbić tym czekanem w ścianę, żeby się złapać. Na szczęście nie muszę, jesteśmy związane liną, więc po kilku sekundach lina mnie łapie. Niestety, tak się boję schodzić tyłem, a czasu mam tak niewiele, że decyduję, że będę schodzić przodem, czyli twarzą do ściany. Jest łatwiej, ale dużo dużo wolniej i bardziej męcząco. Stawienie jednego kroczku w dół, potem drugiego i wbijanie czekana, żeby się na nim zawiesić a potem wyciągnięcie go z pokrywy śnieżnej zabiera tak wiele energii, że po chwili po prostu nie mam siły. To jest takie męczące! No, ale nie wyobrażam sobie w tym momencie schodzić inaczej. Schodzenie to zdecydowanie mój najsłabszy punkt. Jeśli chciałabym gdzieś naprawdę jeszcze wejść, obowiązkowo muszę to potrenować. Brzmi jak opowieści co najmniej z filmu „Everest”, a to przecież dopiero Rysy!
1
 
Gdy dochodzimy do schroniska w Morskim Oku jest już prawie ciemno, jest po 18 ( a wyszłyśmy o 7!) pijemy gorący napój, jemy to co nam zostało, włączam telefon, który się wyładował na mrozie. Dzwonię do zaniepokojonego Marka i mamy ( bo przecież już dawno powinnam być na dole) i ruszamy w drogę powrotną w nadziei, że nie spotkamy już po zmroku niedźwiedzi. Planowałam tego wieczoru wracać jeszcze do Warszawy, ale jestem tak zmęczona, że śpię cały następny dzień.
 
Pamiętacie, że niedawno spędziłam kilka dni w górach i to było również kolejne świetne  przeżycie.

Komentarze

[fbcomments url="http://whatannawears.com/rysy-zima-trudniejsze-niz-kilimandzaro/" count="off" num="5" title=""]
  1. PeterPoland96 pisze:

    Piękne widoki i świetny opis tylko mi pozostaje uwierzyć na słowo jak Rysy są ciężkie Zimą !! Najważniejsze dążyć do swoich zamierzonych celów i marzeń Trzymam kciuki za twoją kolejną wyprawę

  2. trojka pisze:

    Anka! jestes moja idolka! serio!!!❤❤❤

    1. What Anna Wears pisze:

      Moja kochana !!! Dziękuje :*

  3. Łukasz pisze:

    Ładnie ładnie 🙂 Fajny wpis, dobre foty. Mimo pokusy przygody zostanę przy desce i „góry to nie dla mnie” (chyba) 😉

    1. What Anna Wears pisze:

      Nigdy się nie dowiesz za nim nie spróbujesz! 😛

  4. Aniu, pamiętam że jak czytałam Twoją wyprawę na Kilimandżaro i momenty w których zarzekałaś się,że to ostatni raz, a ja uśmiechałam się w myślach bo wiedziałam,że w wysokie góry wrócisz na pewno.Bo niektórzy są już tak skonstruowani,by zawsze piąć się wyżej.Trzymam kciuki za Twoją wyprawę i by nowa górą lekką ci była, a aklimatyzacja była łagodna <3

    1. What Anna Wears pisze:

      Hehe ja też to pamiętam!!! Chciałoby się tylko powiedzieć ” never say never „. Dzięki Kamila, uściski.

  5. Ania pisze:

    Niestety, ale czytam to wszystko z niedowierzaniem. Nie znasz podstawowych zasad wspinaczki, nie masz pojęcia o technice, Rysy niemalże Cię przerastają, nie wspomnę już o trzeźwym myśleniu (ciężko było skojarzyć że rzęsy są niewygodne w górach) a pchasz się na dużo cięże góry. Zero pokory, zero odpowiedzialności. Mam to gdzieś że usuniesz ten komentarz, chcę żebyś tylko Ty to przeczytała choć wątpię żeby coś do Ciebie trafiło. Miałam Cię za bardziej inteligentną osobę, która wie że zanim wejdzie się na Everest może warto potrenować gdzie indziej. A dla Twojej wiadomości Rysy to nie jest najtrudniejszy zimowy szczyt w Tatrach. Brak mi słów. Po prostu brak mi słów.

    1. What Anna Wears pisze:

      A czemu miałabym usuwać Twój komentarz? Nie rozumiem.. Tylko na to czekałam, aż zjawi się taka osoba… Gdy zaczęłam biegać maratony, a teraz się wspinać było takich pełno. Ale dzięki, bo to motywuje mnie jeszcze bardziej. Chętnie zobaczyłabym fragment mojej wypowiedzi w które pisze,że Rysy są najtrudniejszym szczytem w tatrach. Serio gdzieś to wyczytałaś? Bo skoro wiem,że nie są to nie widzę powodu by tak pisać 🙂

      Miałam Cię za bardziej inteligentną osobę, która wie że zanim wejdzie się na Everest może warto potrenować gdzie indziej.
      Również nigdzie nie napisałam,że wybieram się na Everest, przykro mi to Twoja nad interpretacja. Zresztą sama sobie przeczysz, przecież wąłśnie to jest to Twoje ” gdzie indziej” 🙂 Ja piszę tylko i wyłącznie o moich OSOBISTYCH wrażeniach, bo wiem, że moi obserwatorzy są ich ciekawi. I guzik mnie szczerze obchodzi,że to wyśmiewasz. Aczkolwiek, fajnie,że się wysiliłaś,żeby napisać ten komentarz. Dzięki 🙂

      1. Ania pisze:

        Przeczytałam teraz mój komentarz i faktycznie, ocieka jadem, a nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że sama widzisz ile kosztuje takie wejście na Rysy czy na każdą inną górę o tym charakterze a mam wrażenie, że nie wyciągasz wniosków. Sama piszesz o braku umiejętności a mało kiedy je trenujesz. To, że raz wejdziesz na Rysy i byłaś na szkoleniu na Turbaczu nie znaczy, że już wszystko opanowałaś… nie jest to żaden hejt tylko ciężko mi zrozumieć, że przy takich brakach (z których zdajesz sobie sprawę) nie idziesz dalej trenować np. Tatrach (stąd moja wzmianka o tym, że oprócz tego szczytu są jeszcze inne do potrenowania – trudniejsze) tylko idziesz w duże cięższe góry. Nie chciałam Ci podcinać skrzydeł tylko wskazać parę błędów, bo jestem trochę przerażona. Czytają Cię młode osoby i one mogą wysnuć wniosek, że jak raz wejdą na Rysy to już czas na Himalaje. Przepraszam, że mój poprzedni komentarz był taki a nie inny – teraz jest mi trochę wstyd, ale nie zostawię pod tym wpisem słodkiego komentarza bo góry to przelewki a tym wpisem pokazałaś, że sporo nauki przed Tobą.

        1. What Anna Wears pisze:

          Ania nikt nie oczekuje od Ciebie żadnego „słodkiego” komentarza, tylko ciągle nie mogę dojść do tego skąd Ty masz takie informacje, „że nie idę dalej trenować”, jak praktycznie ostatnio co 2 tygodnie jestem w górach?!
          I co masz na myśli pisząc ” że raz wejdziesz na Rysy i byłaś na szkoleniu na Turbaczu nie znaczy, że już wszystko opanowałaś… , gdy nigdzie nigdy nie powiedziałam najmniejszego zdania o tym,że cokolwiek opanowałam. W każdym moim najmniejszym komentarzu czy wypowiedzi, podkreślam zawsze, że przede mną jeszcze daleka droga przed wielkimi górami, a Ty próbujesz insynuować,że jest inaczej. Dlaczego tak?

    2. Życzliwa pisze:

      Aniu komentatorko, nie odbieraj tego jako atak, ale … właściwie po co zamieściłaś ten komentarz ? Krytyka przyszła Ci tak łatwo, że na pewno jesteś obeznana w temacie gór, może więc zostaw radę ? Radę, a nie złośliwe uwagi bo przecież w temacie rzęs nasza Ania wypowiedziała się już wystarczajaco krytycznie w stosunku do siebie. Pomijam fakt, jak musiała się karcić wewnętrznie i czuć zawstydzoną po uwadze instruktorki na parkingu. Zamiast zarzucać niekompetencję nazwijmy to , powiedz coś co na przyszłe wyprawy jej pomoże. A jeżeli nigdy tego nie przezyłaś i Twoja wiedza o górach ogranicza się do wniosków wysnutych z filmów to proszę nie podcinaj skrzydeł komuś kto spełnia marzenia.

  6. Amelia pisze:

    Ja muszę się do czegoś przyznać – do mojej pierwszej myśli. „Gdzie ta blondyna ładuje się w taką pogode na Rysy”. Czytam. Umysł bardzo sceptycznie podchodzi do sprawy ale zaraz… na twarzy szczery uśmiech! Dochodzę do rzęs i smieje się w głos, moj wspólokator zaciekawiony pyta z czego się tak cieszę – ” Zobacz jaka blondyna… Jaka wspaniala, pelna pasji i zawzięcia”. Dzięki Ci za ogromną dawkę inspiracji i uśmiechu. To był pierwszy post, który przeczytałam ale napewno nieostatni.

    1. What Anna Wears pisze:

      Hahah Amelia jak miło… w sumie nawet nie wiesz jak mi miło! Dzięki wielkie za ten uśmiech!

  7. Maija pisze:

    You are so brave and inspiring! This trip sounds very complicated and hard, and you should have used your superpowers to finish it, unreal strength. Thank you for such a great story and pictures from Polish winter mountains!

    1. What Anna Wears pisze:

      Oh thank you to! :*

  8. Monika pisze:

    Przeczytałam cały post i jestem pod ogromnym wrażeniem! Pamietam, że gdy wchodziłam na Giewont to czasami bardzo sie bałam, wiec co Ty musiałaś przezywać? Jestes absolutnie moja inspiracją! Wstałam specjalnie wcześniej przed pracą by móc przeczytać tego posta i absolutnie wlał we mnie mnóstwo pozytywnej energii na cały dzień. Pozdrawiam Aniu!

  9. Karolina pisze:

    Trafiłam na Twoją osobę i na Twojego bloga właśnie dzięki górom. Lubię Cię posłuchać, oglądać Twoje zdjęcia, ale jednak to góry będą czymś, co zawsze będzie przyciągało mnie do Ciebie najmocniej i największą przyjemność będzie mi sprawiało czytanie o tej tematyce. Sama uwielbiam ten temat, w górach czuję się niesamowicie, bo lubię pokonywać tam swoje słabości i udowadniać sobie, że dam radę, że potrafię to zrobić. Już dawno tam nie byłam, ale marzę, żeby tam wrócić i zdobywać kolejne szczyty.
    Cieszę się, że piszesz nawet o takich ‚błahostkach’, ale to dobrze, bo o takich najdrobniejszych rzeczach zawsze się zapomina i dobrze jest się uczyć na błędach innych 😛
    Kobieta petarda, siła i moc – bo dzięki Tobie mam zajawkę, żeby walczyć i nie poddawać się, marzyć, zdobywać kondycję, która może mi pomóc w przyszłości, bo przyszłość wiążę ze spełnianiem marzeń, a góry są gdzieś tam wysoko na mojej liście 😉

    1. What Anna Wears pisze:

      Dziękuje Karolina.Mi,czytając różne relacje,zawsze brakowało takich szczegółów.Byłam ciekawa, jak wygląda toaleta, jak się śpi je i załatwia różne inne potrzeby, dlatego sama o tym często piszę. O tym,że startując w maratonie w Marakeszu czy wchodząc na Kili, tego samego dnia dostałam okres i jak sobie z tym poradzić, bo większość kobiet by to przeraziło… Także bardzo bardzo dziękuje za wsparcie.

  10. Hanna pisze:

    Jestem uczennicą tego LO, którego dotknęła tak wielka tragedia. Chociaż minęło już 14 lat, to i tak każdego roku styczeń jest dla nas miesiącem zadumy. Pamięć o siedmiu młodych, pełnych marzeń, bo przecież byli dopiero przed maturą, nigdy nie zaniknie.

    1. What Anna Wears pisze:

      Haniu aż mnie ciarki przeszły, gdy przeczytałam Twój komentarz. Aż nie potrafię sobie pomyśleć co musieli przeżywać bliscy i rodzina.. Zwłaszcza,że byli to ludzie tak pełni pasji… Tak mi przykro 🙁

  11. Patrycja pisze:

    Dla mnie post super! Właśnie to w to Tobie lubię i dlatego Cię śledzę, ponieważ jesteś w spaniałą definicją, że na marzenia nigdy nie jest za późno i trzeba je po prostu spełniać i nie oglądać się na innych. Jesteś sobą to chyba najważniejsze, lubisz być modna co kojarzy się z próżnością i może dlatego jak robisz rzeczy, które kojarzą się właśnie z hermetycznym środowiskiem takim jak wspinaczka górska może dotknąć Cie fala krytyki. Dla mnie właśnie jest to motywacja aby się nie bać i próbować tak jak Ty, ponieważ również interesuję się modą ale aktywność fizyczna jak i pasja do gór czy podróży jest równie dla mnie ważna i często mi się wydaję, że nie nie dam rady, po co się pcham a prawdą jest, że od czegoś tzreba zacząć i odważyć się żyć i być może to banalne co powiem ale trzeba starać sie o najlepszą wersją siebie w każdej dziedzinie życia. A co do komentujących negatywnie. Ania wcale nie chce zostać póki co jakimś trenerem czy znawcą ona po prostu spełnia swoje marzenia, korzysta z rad ekspertów i każdy kto ją śledzi na snapie czy na insta wie, że codziennie ciężko pracuję nad kondycją i serio jest zdyscyplinowana i chcę się uczyć a to jest kluczowe aby osiągać swoje cele. Pozdrawiam i trzymam kciuki 😀

    1. What Anna Wears pisze:

      Hej Patrycja, lepiej niż Ty chyba nie mogłabym tego opisać. Ja nigdy nie mówię o tym, że jestem trenerką czy profesjonalistą,a po prostu amatorką spełniającą swoje marzenia . Dziękuje :*

  12. Basia pisze:

    Witaj Aniu! Zaczelam Cie obserwować wlasnie od Twojej wyprawy na Kilimandżaro. Uważam, ze jesteś bardzo odwazna kobieta :)) I co chciałam jeszcze wspomnieć: tak milo widziec jak odpowiadasz na komentarze, nawet te mniej przychylne. Ktos mysli, ze usuniesz a Ty odpiszesz i jeszcze podziękujesz. Naprawde super. Rzadko spotykane w dzisiejszych czasach. Zycze powodzenia w realizacji kolejnych wypraw:)) Pozdrawiam

    1. What Anna Wears pisze:

      Hej Basiu, po pierwsze dziękuje za niezwykle ciepłe słowa a po drugie jestem w szoku,że to zauważyłaś! Wiesz ja wychodzę zawsze z założenia, że jeśli ktoś poświęcił swój czas,żeby zostawić taki komentarz, to ja powinnam poświęcić swój i na niego odpowiedzieć. Po za tym takie komnetarze też mnie trochę uczą 🙂

  13. Caro_line pisze:

    Aniu szczerze gratuluję i podziwiam za wytrwałość i odwagę. Pokazujesz, że warto robić to, na co ma się ochotę. Tylko my sami jesteśmy w stanie wykorzystać swój potencjał w pełni, a Ty robisz to każdego dnia. Jesteś inspiracją dla wielu i wspaniałym dowodem na to, że małymi krokami można spełniać marzenia 🙂 przecież same się nie spełnią!

  14. Caro_line pisze:

    Aniu szczerze gratuluję i podziwiam za wytrwałość i odwagę. Pokazujesz, że warto robić to, na co ma się ochotę. Tylko my sami jesteśmy w stanie wykorzystać swój potencjał w pełni, a Ty robisz to każdego dnia. Jesteś inspiracją dla wielu i wspaniałym dowodem na to, że małymi krokami można spełniać marzenia 🙂 przecież same się nie spełnią!

    1. What Anna Wears pisze:

      Ale pięknie to powiedziałaś!!! Tylko my sami jesteśmy w stanie wykorzystać swój potencjał w pełni – 100% prawda muszę to sobie zapisać. Dzięki za inspiracje 🙂

  15. Ania! Ty blondynko kochana! 😉 nie no – oczywiście żartuje, bo ja również nie pomyślałabym, że rzęsy mogą nam w czymś przeszkadzać… tym bardziej przedluzone i niewytuszowane! Ale przyznam, że rozweselil mnie ten fragment.

    W życiu nie pomyślałabym, że zdobywanie szczytu jest aż taaaaak trudne. Zresztą… pewnie nigdy też się o tym sama nie przekonam, bo góry lubię średnio, ale ttm bardziej ceszę się , że wszystko tak szczegółowo odpisałaś… to musiała byc niesamowita przygoda! Niebezpieczna, ciężka, ale jednak niesamowita.

    1. What Anna Wears pisze:

      Haha słodziak z Ciebie Amnada :* Dziękuje! Przygoda ogromna, to fakt 🙂

  16. Dagmara pisze:

    Aniu, za takie wpisy Cie polubiłam. Trafiłam tu pierwszy raz gdy pojawił się wpis z Kili. Cały tekst jest szczery, prawdziwy i nie ma tu sponsorowania, które tak bardzo mi przeszkadza, gdyż nie wiem czy wszystko jest aby na pewno prawdziwe. Tutaj widać jaka jesteś kochana!

  17. Sylwia pisze:

    Ja rowniez dziwie sie ze na swoja pierwsza gore w Tatrach wybrałas Rysy. Nie wiem czy dobrze to zrozumialam ale jesli nie umiesz poslugiwac sie czekanem, nie znasz technik hamowania nim (bo glownie do tego sluzy) to łatwo nabic sobie guza. Trzymam kciuki za powodzenie kolejnej wyprawy, ale z drugiej strony mam nadzieje ze jednak bedzie to cos co jest na Twoje obecne mozliwosci – nie mowie ze one sa male, ale po prostu brakuje Ci umiejetnosci i pokory (a przynajmniej takie odnosze wrazenie ze bardzo kierujesz sie mysle „ja wam pokaze”)
    Wiem, ze zaraz napiszesz, ze przed maratonem tez Ci ktos tak mowil, ze nie dasz rady – ale tym razem to inna historia, bo w gorach wysokich naprawdel licza sie umiejetnosci i doswiadczenie i bardzo latwo jest zrobic krzywde sobie lub partnerowi. Co wiecej mysle ze dasz rade, ale czy o to chodzi? Zreszta sama wiesz ile wybitnych himalaistow zginelo w gorach. Mysle ze za pare lat, jesli zostaniesz nadal przy gorach i nabedziesz doswiadczenia i przezyjesz rozne niebezpieczne sytuacje, to spojrzysz na sama siebie z 2017 roku i uznasz, ze to co robilas nie bylo do konca madre.
    Nie odbierz tego jako hejt, ani podcinanie skrzydel, po prostu ucz sie od najlepszych i zdobywaj powoli coraz trudniejsze gory.

    I jeszcze druga rzecz ktora chcialam kilka dni temu napisac Ci na instagramie i bynajmniej nie chodzi tutaj o wysmiewanie, ja po prostu czuje sie oszukana, i otworzylas mi oczy jak czesto daje sie zmanipulowac tresciom w internecie. Sama kiedys bylam na winter campie, wiec wiem jak np wygladala ta sciana na ktora sie wdrapywalas. Filmik zostal nagrany tak jakby to bylo niewiadomo co, wiekszosc osob w komentarzch wyrazila swoje och, achy i podziw, a Ty nie zdementowalas tego, ze to tylko 2-3 metry. To samo ze spaniem w namiocie w zimie, wszyscy pisali jaka jestes dzielna a Ty nie zajaknelas sie na temat tego, ze przeciez mialas swietny sprzet (czyli cieply spiwor i dobre ubrania) wiec pewnie cala noc przespalas w komfortowych warunkach. Domyslam sie ze to jest strategia kreowania wizerunku i w pewien sposob dziekuje ci ze otworzylas mi oczy na to. Dziewczyny ktore zupelnie sie na tym nie znaja, wyobrazaja sobie nie wiadomo co, biora Cie ze „bardzo dzielna osobe”, nie mowie ze tak nie jest, ale ja nie potrafilabym przyjmowac tylko komplementow bez wyjasnienia jak to naprawde jest.
    Mimo wszystko powodzenia, bo uwazam ze kazdy ma prawo spelniac marzenia i dobrze ze to robi i je ma. Tylko niech popularnosc nie zniszy Twojej pokory, prawdy i madrosci.

    1. What Anna Wears pisze:

      Hej Sylwia, Czytam Twój komentarz i zastanawiam się czy Ty poważnie to wszystko piszesz…
      Ale chętnie odpowiem na wszystkie Twoje pytania/ewentualnie zarzuty. Skąd przypuszczenia,że to moja pierwsza góra w Tatrach, nigdzie niczego takiego nie napisałam. To moja pierwsza góra na którą wchodziłam zimą, z tym mogę się zgodzić. Nie ja ją wybierałam,ale moja przewodniczka. Nie umiem się nim posługiwać, a może „nie umiem” to za dużo powiedziane, bo byłoby nieprawdą. Po prostu nie mam dużego w nim doświadczenia, ja w przeciwieństwie do tego co piszesz używałam go głównie do wspinania się w górę,a nie do hamowania. Dziwne,że o tym piszesz, Ty naprawdę używasz go głównie do hamowania? Umiejętności brakuje mi na pewno i właśnie dlatego się uczę. Nie jestem ani trenerką ani profesjonalnym wspinaczem, na każdym kroku podkreślam,że się uczę i gdzie jakie błędy popełniam. Przyznaje się niejedno krotnie do błędów i moich słabości, właśnie,żeby pokazać moim obserwatorom, że jestem taka jak oni.. a Ty mi piszesz,że brakuje mi pokory?

      Mysle ze za pare lat, jesli zostaniesz nadal przy gorach i nabedziesz doswiadczenia i przezyjesz rozne niebezpieczne sytuacje, to spojrzysz na sama siebie z 2017 roku i uznasz, ze to co robilas nie bylo do konca madre.

      Nie uznam tak, za kilka lat, jeśli zostanę przy górach, dopóki takie osoby jak Ty skutecznie mnie nie zniechęcą, to na pewno będę dumna ze swojej konsekwencji, nie odbieram tego jako hejt,ale właśnie jak podcinanie skrzydeł. W góry chodzę właśnie z najlepszymi i od nich się uczę, więc to co piszesz jest zaprzeczeniem.

      Byłam na Wintercampie i wiesz co Ci powiem? Nie podobało mi sie. Nie podobało mi się, właśnie przez takie osoby jak Ty, które naśmiewały się ze mnie z tego,że tam jestem jak wyglądam,z tego,że dla mnie jest mega przeżyciem to,że śpie w namiocie, jamie śnieżnej czy wchodzę po tej ścianie.
      Niby się tym nie przejmowałam, ale średnio się tam czułam. Nie chciałam o tym pisać, bo to nie powinno przyćmiewać mojej opinii o tym jak fajna to jest inicjatywa. O jakie fajne nowe przeżycia i wiedzę mnie wzbogaciła. Ja wycisnęłam z tego dla siebie jak najwięcej.Moi obserwatorzy oglądali wszystko na snapchacie i doskonale wiedzą jak wyglądala ściana. W życiu bym nie pomyślała,że normalnie wrzucony filmik ktoś może odebra w taki sposób. Wspinałam się na Islandi na lodowcu na lodowej ścianie, ale pewnie też napisałabyś, że ot było nie wiadomo co. A namiot? Czy Ty przeczytałaś głośno to co napisałaś? Bo nie bardzo rozumiem, dlaczego ja nie moge spać w ciepłym śpiworze a inni tak? Wydaje mi się, że po to śpiwór służy. I uwierz mi większość osób, które napisało swoje och ach, nie napisało tak, dlatego,że myślało,że ta „sciana jest nie wiadomo czym”, tylko dlatego,że jednak nie siedzę na kanapie, ale jestem w takich miejscach. O których ja sama nie wiedziałam. Bo ludzie spoza, „waszego: górskiego środowiska nie mają o takich rzeczach pojęcia. I po to o tym pisze ja, żeby pokazać innym obserwatorom, którzy tak jak ja są amatorami, że takie rzeczy się odbywają. A nie po to,żeby ktoś napisał mi „och, ach”.
      Dla takich ludzi jak Ty to co robie będzie ciągle czymś małym i nie wystarczającym. Nie znam Cię ani twoich osiągnięć, więc ciężko cokolwiek mi o tym powiedzieć, ale nie odbieraj mi radości z tego, że przeżywam takie rzeczy jak wejście na 3 m ściankę czy spanie w namiocie zimą ( nawet jeśli to ciepły śpiwór). Bo tak, dla mnie i części moich obserwatorów to niezwykłe przeżycie i wiem,że nie każdy by nawet pomyślał,żeby to zrobić. Nie mniej jednak dziękuje, że życzysz mi dobrze. Bo w zasadzie tylko to mi potrzebne do szczęścia 🙂

      1. Sylwia pisze:

        Ja dziękuję za odpowiedz. Widzisz i zostałam odebrana jako hejter 🙁 Albo zachwyt albo jestes hejterem – takie są realia w polskim internecie, rzeczowa dyskusja i konstruktywna krytyka nie mogą się wydarzyć a szkoda. Przeciez nie wysmiewalam, nie ironizowalam, nie nabijalam się. Ciesze się ze mamy wspolna pasję, ale chciałam tylko podkreślić 2 rzeczy, jeden to odpowiedzialna drogę do celu a dwa to kreowanie wizerunku i mysle ze wiesz o co mi chodzi. Tylko tyle, albo aż tyle. Więcej nie będę komentować, bo mnie to tez kosztuje sporo nerwów.
        P.S sformułowanie pierwsza góra w Tatrach to był skrót myślowy chodziło mi raczej o pierwszy szczyt w Tatrach zima, i masz rację w sumie nie wiem na jakich jeszcze byłaś, wiec szczerze przepraszam za to uogolnienie i obiecuje więcej już się nie wtrącać.

        1. What Anna Wears pisze:

          No widzisz Sylwia, mnie obwiniasz za odpowiedz i za to,ze odebrałam to jako hejt, a napislam , ze nie odebrałam jako hejt,ale już za podcinanie skrzydeł tak. Pisze,ze się uczę, a Ty stawiasz kontrę czemu uczę się akurat tam. Albo jak komuś można napisać,ze spanie w namiocie zima się „nie liczy”, bo przecież miałam dobry śpiwór. Każdy miał spiwor, to normalne… Ciebie kosztowało tyle nerwów, a nawet nie wiesz jak mi się zrobiło przykro,ze znowu „człowiek gór” niby swój, a pisze mi takie rzeczy… Dzięki za odpowiedz tak czy siak 🙂 pozdrowienia i wielu fajnych przygód

    2. Ania pisze:

      Dzięki Sylwia. Ubrałaś w słowa wszystko to co myślę, tylko jestem zbyt impulsywna żeby to tak ładnie, bez nerwów napisać.
      Aniu proszę, nie bierz każdej krytyki jako podcinania skrzydeł, bo akurat ten komentarz, nie mój, uważam za taki, który właśnie ma pomóc w walce o marzenia.

      1. Sylwia pisze:

        Dzieki Ania, ciesze sie ze jest choc jedna osoba ktora dobrze zrozumiala moj komentarz.

        Ja po mojej wypowiedzi w ktorej napisalam Ani to, co powiedzialabym tez najlepszej przyjaciółce i zrobiłam to w sposób wydawało mi sie zyczliwy, przeczytalam potem na instagramie od roznych osob opinie na swoj temat przez ktore chcialo mi sie plakac. Chcialabym zeby te wszystkie osoby ktore nazwaly mnie „niedowartosciowana, leniwa, głupia, ziejaca jadem i nie wstajaca sprzed telewizora” mialy pelna swiadomosc tego jak niebezpieczne sa gory i na co Anna Skura sie tam narazala – ze idac droga „na skroty” naraza swoje zycie i zycie współtowarzyszy. Sama napisala ze nie potrafilaby znalezc swojej przewodniczki pod lawina,a dobrze wie ze lawiny schodza tam czesto. Chodzenie po gorach to sport ekstremalny, zginelo w nich juz zbyt wiele osob, zeby teraz robic sobie z tego zabawe. Oczywiscie kazdy gdzies zaczynal i trzymam za Anie kciuki i kibicuje jej, ale jak czytam takie posty jak ten, pod ktorym potem rozlewa sie fala podziwu, zachwytu i slepego kibicowania to przepraszam, ale nie wytrzymalam.
        I jeszcze jedno Aniu, jesli Tobie jest lepiej ze otaczasz sie ludzmi ktorzy Ci tylko przyklaskuja i wielbia to OK – nie dziw sie ze „ludzie gor” na to krzywo patrza, bo oni akurat wiedza o co chodzi i jakie to niebezpieczenstwo. I nic nie ma do tego to, ze jestes „wzglednie ladna blondynka”, bo pod kaskiem, w kurtce puchowej i okularach przeciwslonecznych, bez makijazu wszyscy jestesmy tacy sami, a na dwutygodniowej wyprawie w gory wszyscy sa zmeczeni, brudni i uroda gdzies znika.
        P.S 1 Wiem, ten komentarz juz nie jest zbyt mily, ale ostatecznie i tak znowu wyleja sie na mnie pomyje, wiec nawet sie nie staram.
        P,S 2 W srode jechalam rowerem po swietokrzyskiej i akurat sie minelysmy. Uznalam ze los jest niesamowity, ze akurat gdy mamy tutaj taka internetowa sprzeczke ja na ciebie wpadam. Nie zagadnelam, bo rozmawiałas przez telefon. Teraz zaluję.
        P.S 3 Osoby ktore bronia ciebie obrazajac innych powinny sie same nad soba zastanowic czy nie sa ‚hejterami’. Ja ciebie ani razu nie obrazilam ani nie wysmiałam, smiem twierdzic, ze nie podcielam Ci nawet skrzydeł, tylko dałam do myslenia, zebys pedząc za marzeniami sie po prostu nie zabiła. Tyle

        1. What Anna Wears pisze:

          Ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego piszesz, ze moja droga jest „na skroty” . Co ja takiego Twoim zdaniem robię,że idę na skróty? To,że właśnie trenuje w polskich górach przed kolejnymi wyprawami? To,że nie jadę tam od razu, choćbym mogła. To,że dziele się swoimi słabościami i przemyśleniami.
          Ty chodzisz po górach, ale większość moich obserwatorów nie, i dla nich 2 metrowa lodowa ściana uwierz mi jest już czymś i stąd ktoś z takich osób może powiedzieć widząc taki widok „wow”. Jutro będę kolejny raz wchodzić na ścianę, już chyba „nieco” wyższą, mam nadzieje,że nie będziesz miała za złe, jeśli ktokolwiek z tych samych obserwatorów napisze,że to „wyczyn”, czy ,że to jest „wow”. Ja absolutnie od nikogo tego nie oczekuje. Od 6 lat dziele się ze swoimi czytelnikami wszystkimi moim przeżyciami, a już zwłaszcza takimi.

          PS do PS.2 Hehe faktycznie to paradoks! Chyba nic się nie dzieje,bez przyczyny i gdzieś tam w kartach jest zapisane 🙂 dobrej nocy

  18. Kasia pisze:

    Choć osobiście uwielbiam góry, to myślę, że nie zdecydowałabym się na taką wspinaczkę jak ty. Gratuluję i dalej trzymam kciuki! 🙂 Obserwuję cię już jakiś czas i jesteś dla mnie inspiracją, która napędza do działania. Aż chcę więcej i więcej od życia, kiedy cię obserwuję czy tutaj na blogu czy na instagramie. Nie boisz się korzystać z życia i przede wszystkim nie boisz się pokazywać, że czasem też czegoś po prostu nie wiesz i że zrobisz coś niemądrego, to wszystko sprawia, że jesteś jeszcze bardziej autentyczna. Tak trzymaj! 🙂

    1. What Anna Wears pisze:

      Hej Kasiu, Cieszę się,że dostrzegasz takie rzeczy i je doceniasz. Głupio bym się czuła, gdybym mówiła, że jest inaczej a ja jestem amatorką i testuje wszystko na własnej skórze 😉 Buziaki i dziękuje,że ze mną jesteś.

  19. Magda pisze:

    Cześć Aniu.
    Poczytałam sobie komentarze pod postem i włos mi się zjeżył na głowie… Ja powiem Ci, że to bardzo fajnie, że masz takie hobby, że chcesz wejść na tą wielką górę, bo gdybym ja osobiście miała tam się wpiąć w takich samych warunkach atmosferycznych, to pewnie znaleźli by tylko moje zwłoki 😉
    Tak na poważnie – smutno mi się robi, gdy widzę, że tłumaczysz coś hejterom. To są ludzie, których nikt nie zadowoli. Szkoda czasu i energii na nich.
    Bardzo lubię Twojego bloga, masz bardzo swobodne pióro, fajnie się to czyta, zdjęcia też są bardzo ładne, nie zmieniłabym tu absolutnie nic.

    Pozdrawiam serdecznie

  20. Po prostu Ania pisze:

    A ja napisze tak….nie ma co się przejmowac ludzmi którzy tylko potrafią negować. …dobrze,ze oni gdy zaczynali byli perfekcyjni i nie popełniali błędów …moim zdaniem to człowiek uczy się na błędach. …góry latem uwielbiam….zima mnie przerażają. …chciałabym kiedyś znaleźć w sobie tyle odwagi i pasji ile Ty Aniu masz w sobie p.s ja blondynka pewnie też bym nie pomyślała o zdjęciu rzęs. …ale przecież jak napisałam uczymy się na błędach i na doświadczeniach innych . Buziaczki i powodzenia w realizowaniu dalszych marzen

  21. Bunia pisze:

    Aniu ja dziękuję Ci za Twoją relację i wszystkie szczere słowa. Każdy się kiedyś uczył, gdzieś przecież trzeba zdobywać doświadczenie-dlaczego nie w naszych pięknych Tatrach. A jeśli wybrałaś się na Rysy z Olą Dzik to więcej pytań nie mam!To właśnie jest rozsądek i daleko Ci do nonszalancji czy lekceważenia zagrożeń. Dzięki Tobie dowiedziałam się o Wintercampie i wiesz co, planuję się wybrać w przyszłym roku z moimi dzieciakami. Chodzimy latem po górach, udało mi się je zarazić pasją, ale zima to zupełnie nowe wyzwanie:)Trochę się martwię, że wielcy znawcy i eksperci będą się podśmiewywać z mojej ekscytacji, ale zamierzam mieć to w nosie!Dla nas noc w namiocie na śniegu, gdy wokół hula wiatr będzie taką samą przygodą, jak dla Ciebie. pokazujesz, że pasję, apetyt na życie można mieć w każdym wieku-to, że nie jesteś członkiem klubu wysokogórskiego od 16 roku życia nie oznacza, że jesteś skreślony, że góry i świat nie stoi przed Tobą otworem:)Trzymam kciuki za kolejne wyzwania!Ja odchowam troszkę dzieciaki i też zamierzam jeszcze kilka moich marzeń spełnić. Ty pokazujesz, że jest to możliwe, że trzeba tylko/aż chcieć!Pisz, opisuj wszystko tak, jak do tej pory i wiedz, że ktoś czyta to z zaciekawieniem, podziwem a czasem po prostu uśmiechem na twarzy!

  22. Weronika pisze:

    Anik rób swoje a ludzka głupotą sie nie przejmuj. Hejterzy zawsze bedą i pokaz im środkowy palec.
    Dla mnie to ty jestes super xxxx

  23. Paulina pisze:

    ,,Wiem, że pisząc dla Was relacje z Kilimandżaro, zarzekałam się, że to już ostatni raz.”
    – i to jest właśnie najlepsze! Mimo, że strach jest ogromny to i tak wracamy do tego co nas przeraża ale jednocześnie kręci, motywuje i napędza do działania. Zadowolenie po takiej decyzji jest wówczas kilkakrotnie większe niż zwykle. Dla kogoś może to być nic szczególnego. Natomiast dla Ciebie – dokonanie czegoś niemożliwego i spełniające Cię w 100%
    Pozdrawiam!

  24. Poliana pisze:

    hi Skurka, ja zazwyczaj czystam Twoje posty z duzym opoznieniem, gdyz wiekszosc Twoich aspektow zycia sledze na insta lub snapie, gdzie slowo mowione jest lepiej przyswajalne ;D
    zdecydowalam sie napisac dzis, chociaz zazwyczaj nie pisze komentarzy ale wyjatek musi byc. przegladajac Twoje snapy trafilam na screenshot jednego z komentarzy od A.. God knows who created this creature i nie moglam uwierzyc. post musze przyznac jest wiesniacko cyniczny. jesli ta kreatura chciala Cie pouczyc pogla to zrobic w inny sposob. malo tego jeszcze zalozyla ze jej wielkie mistrzowskie ”ppuczenie” do Ciebie nie trafi. szkoda mi takich prostych osob. tymczasem Ty trzymaj sie cieplo.
    Pozdrawiam

    1. Wika pisze:

      Podobnie jak ty nie mam w zwyczaju komentowania postów ale jak to ujęłaś – wyjątek musi być. Nie mogę pozostać obojętna widząć że jakaś wielka obrończyni chcąc pokazać swoje uznanie dla Ani nazywa osobę mającą odmienne zdanie „kreaturą” – takie komentarze to jest internet naprawdę niskich lotów i aż się dziwie że sama Ania na tak okropny i poniżający komentarz nie zareagowała. Wiesz, myślę, że Ania jako osoba publiczna kreująca swój wizerunek w mediach społecznościowych doskonale zdaje sobie sprawę, że oprócz przychylnych komentarzy będzie też (bardziej lub mniej) kontruktywna krytyka i chyba to zdrowy układ bo nikt nie jest idealny i takie komentarze skłaniają czasem do pewnych przemyśleń. Zanim coś chamskiego o innym napiszesz w necie to się zastanów czy taki komentarz ci przypadkiem nie uwłacza bo chyba masz się za osobę inteligentą i na poziomie… nie?

      1. Poliana pisze:

        nie..? nie widzialas screenshotu wiec nie komentuj moich slow. a notka byla do Skurki, wiec nic tu po Tobie. bye

        1. Wika pisze:

          „Nie?” czyli nie masz się za osobę inteligentą i na poziomie? W sumie faktycznie widać to po treści twoich komentarzy, a dla twojej wiadomości ja też widziałam tego sceena na snapie, a mam takie samo prawo do wypowiadania się jak ty, więc nic tu po twoim „bye”

          1. Anonim pisze:

            Nie zalapalas dziecinko! A propos komentarze o czyjejs inteligentnosci swiadcza o Twojej rowniez.

  25. A. pisze:

    Aniu! Ogromnie Ci gratuluję i jednocześnie zazdroszczę! 😉 Góry to moja pasja, moja miłość i życie! Znalazłam Twojego bloga właśnie poprzez wpis o Kili 😉 Już nie mogę się doczekać aby usłyszeć o Twojej kolejnej wyprawie;) Dzięki za ogromną dawkę motywacji i siły;) Hejterami się nie przejmuj, szkoda czasu. Pamiętaj, że inspirujesz ogromną grupę ludzi! Buźka kochana 🙂

    ps. W nazwie Lhotse wkradł się błąd. 🙂

    1. What Anna Wears pisze:

      Ale fajnie! Mega mi miło! :))) Dziękuje.
      PS. Dzięki za czujność faktycznie!

  26. Majka pisze:

    Aniu! Twojego posta czytałam z mieszanymi uczuciami, bo sama przyznajesz się do skromnego doświadczenia i przy tym na pierwszy zimowy szczyt w Tatrach idziesz na Rysy (który nie jest najtrudniejszy, ale nie jest też najłatwiejszym szczytem). Może też trochę zazdroszczę, bo sama mam więcej pokory względem gór/aktualnie jestem większym cykorem. 😉 Z drugiej strony po chwili refleksji myślę, że osoby krytykujące może słabo znają współczesnych alpinistów i himalaistów? Bo jeśli Ola nie zostawiła Cię na tym parkingu, ani nie zawróciła w połowie to doskonale widziała na ile Cię stać i nie chciała by ryzykować. Ani własnym tyłkiem, ani dobrym imieniem.

    Wiem z własnego doświadczenia, że jeśli jesteś uśmiechniętą, drobną blondynką to ludzie w środowisku górskim patrzą na Ciebie z (nomen omen) góry. Więc życzę dużo siły i determinacji, bo czasem trochę głupio, kiedy ludzie próbują odebrać Ci radość z tak niełatwej pasji.
    You go, girl!

    1. What Anna Wears pisze:

      No właśnie tak trochę jest. Ola znała moje wcześniejsze doświadczenie, to nie ejst tak,że to była moja pierwsza pierwsza życiu góra. Ja chodziłam po górach latem, wspinałam się na rakach na Islandi na lodowcu, wspinam się na ściance czy skałkach, więc to nie jest totalnie ta,że dopiero się poznaje z tematem 😉 Ale jeśli chodzi o technikę, to po prostu się jej uczę. pozdrowienia !

  27. Marta pisze:

    Każdy wielki himalaista gdzieś zaczynał, tym bardziej trzeba podziwiać Ciebie za odwagę i determinację by zacząć od Rysów 🙂 Czytałam post z podziwem, ale i lekką zazdrością bo marzy mi się kiedyś przeżyć coś takiego na własnej skórze…
    Będziesz jeszcze gdzieś trenować przed swoją wielką wyprawą?

    PS A tych niedźwiedzi to chyba nie ma się co bać, bo zimą to one smacznie śpią 😀

    1. What Anna Wears pisze:

      Hehe no właśnie nie, moja przewodniczka kilka tygodni czy dni wcześniej właśnie takiego spotkała stąd ta jej wielka obawa na szczęście my go nie spotkałyśmy. Tak oczywiście,że będę już za tydzień jadę w góry 🙂

  28. What Anna Wears pisze:

    Ojej,ale dyskusja się tutaj zrobiła. Dziewczyny dajcie mi chwilę, muszę nadrobić zaległości, bo dopiero czytam wszystkie komentarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Seo wordpress plugin by www.seowizard.org.