KILIMANJARO – I DID IT!

1 września 2015

Ponieważ jeszcze chwilę zajmie mi przygotowanie relacji, a bardzo chciałam się podzielić z Wami już teraz dobrymi wiadomościami z naszej wyprawy AZTORIN KILIMANJARO EXPEDITION.  O przygotowaniach do niej mogliście przeczytać tutaj.

unnamed1

No i jestem. Jak widzicie na szczycie Killi( i chyba swoich życiowych możliwości tez!) nie potrafiłam w dwóch słowach,ale nie miałam kontaktu z Wami przez tyle czasu…wierze,ze zainteresowani przeczytają do końca. Nie są to łzy szczęścia ze spełnionego marzenia a raczej łzy radości,że to co najgorsze już za mną. A tak niewiele brakowało,żebym Wam napisała,ze jednak się nie udało… Wszystkie przebiegnięte maratony to przy tym pikuś. Dla jednych może ta Góra nie jest wielkim wyczynem,ale ja nie wstydzę sie napisać m,ze był to dla mnie morderczy wysiłek .Od pierwszego dnia,zastanawiałam się co będzie dalej skoro dziś było tak ciężko. Bo na poczatku jest tylko zmęczenie, potem wielkie zmęczenie,potem choroba wysokościowa,która łupie Ci młoteczkiem czaszkę i jest Ci zimno. Ale wiadomo,najgorsze dopiero ma nadejść.Gdy kilka godzin przed atakiem szczytowym,który ma sie rozpocząć o północy (a przecież caly dzien czlapalas do swojego campu i masz tylko kilka godzin na „odpoczynek”. Ale na wysokości 4600 m.n.p.m  choroba wysokościowa sprawia,że wymiotujesz po całym swoim namiocie i na swoj śpiworek (a przecież musisz sie w nim jeszcze wyspać przed wyjściem na szczyt)  a twoja głowę ściska wielkie imadło.do tego jest ci piekielnie zimno,ale oczywiście swoim przewodnikom mowisz ,ze w sumie to ok tylko trochę zle sie czuje czujesz.Ale niestety twój zatroskany chłopak konfident wsypuje cie i mówi jaka jest prawda.I tedy słyszysz od swoich „Gajdów” : „przyjdziemy o 23:00 jak Ci nie przejdzie to zawracamy-Co dla Ciebie brzmi jak wyrok.Co??? . Tyle trudu,zaszłaś już tak daleko i masz zawracać?No way! Po pierwsze co napiszesz swoim czytelnikom,którzy tak trzymają kciuki za Ciebie? Nie ma opcji tez,żebyś przeżywała to jeszcze raz i wracała po szczyt.Najwyzej ich oszukasz 😎 i powiesz,ze sie dobrze czujesz. Ale j jak pobiec maraton,gdy ma sie największego kaca ever ever i nie ma sie siły nawet wstać po butelkę z woda?No,bo to chyba takie uczucie. Zaczynasz sie modlić i nawet obiecujesz sobie,ze zaczniesz chodzić do Kościoła, tylko żeby wlaźć na ten cholerny szczyt! Budzisz sie i jest „trochę” lepiej. To co pomaga Ci stanąć na równe nogi to Twoja D-E-T-E-R-M-I-N-A-C-J-A Ruszamy! 💥💥💥 Jest ciemno,drogę oświetla tylko czołówka i księżyc. W ochlani ciemności widzisz ta jasna kulkę na niebie,i czarna,ustawiona prawie pod kątem prostym ścianę a na niej i malutkie świecące sie punkciki. To czołówki pozostałych takich jak ja z innych ekip.Idziemy z moim Aniolem Stróżem (bo gajd w górach jest dla ciebie właśnie kimś takim) Ufasz mu bezgranicznie, bo nie masz ani siły,ani wiedzy co robić dalej. To on w przeciwieństwie do Ciebie wie co właśnie dzieje sie z Twoim organizmem. To on nakłada ci kaptur, zapina kurtkę, podaje wodę. Bo Ty nie masz siły. W przerwach na łapanie oddechu, bo na 5tys m łapiesz go głośno i łapczywie jak ryba dusząca sie w małym wiaderku i stać cię jedynie na proste komendy „water”,”stop”, żeby było kulturalniej ja dodaje „maybe?”. Gdy mówisz stop oznacz to tyle co,położenie sie na jakiejś skale i głodne oddychanie. Masz tylko 2-3 min musisz iść dalej,dalej! Jeszcze tylko przez 6 godz)!!! Leżysz,sapiesz i od razu chcesz zasnąć. Ale na filmach zawsze ostrzegają tylko ” nie zasypiaj”! Marze o tym, żeby położyć sie za jakaś skałka i już tam zostać. Nie czuć zimna, łupiacej głowy,normalnie oddychać. Ale ciśniemy dalej. O dziwo, mijamy jedna ekipę, druga, dziesiąta… A człapiemy jak żółwik, kroczek za kroczkiem. Nie myśle o niczym, nie patrzę w górę bo mnie ten widok przeraża, Czarnosc góry mnie przeraża, końca nie widać. Jedyne o czym myśle to,żeby złapać oddech. Wyprzedzam wszystkich chociaż mało mnie to obchodzi patrzę w ziemie i tak krok za kroczkiem. Szczyt zdobywam w niedziele 30.09 o godz. 6:29 rano tuż przed wschodem słońca po morderczym dla mnie wysiłku,chyba jako druga ze wszystkich ekip. Nagle jest jasno. Afryka budzi sie u moich stop. Jestem w obloczkach,robię zdjęcia, płacze jak bóbr i… i chce już do domu. Nagle dostaje super- hiper tajnej mocy i biegnę w dół. Zbiegam z Kili w 2 godz do 3 obozu. Widzę tych wszystkich ludzi, białe twarze z purpurowymi ustami, które resztką sił próbują dotrzeć na szczyt. Pewnie i ja tak wyglądałam, ale ja mam to na szczęście już za sobą. Ulga niesamowita…

Ale sie rozspislam. Wybaczcie krócej nie umiałam. Literówek cała masaa, chaotycznie, wybaczcie poprawię!Tym razem to nie o spełnianiu marzeń chciałam napisać. Tym razem to lekcja wielkiej pokory i nauki,że nie wszystko jest dla każdego. Jedno jest pewne druga Martyna Wojciechowska nie będę i rozdział ” Góry Wysokie” zamykam w swoim życiu. Szukam nowych miejsc Max 100 m.n.p.m
Duma i radość przyszły dopiero dzisiaj… Niesamowite jest to co pcha ludzi do takich rzeczy. Ach jak dobrze, ze jutro już nie będzie mnie budził Hassan (nasz kucharz) o 5:30 z gorąca herbata przed namiotem,nie będę musiała pić już wody z rzeki i wyspie sie w ciepłym łóżeczku. Odpoczywam.
Dziękuje Wam wszystkim,że trzymaliście za nas kciuki i byliście z nami ( dzięki za wszystkie wiadomości ) bo tylko myśl o tym,ze nie mogę Was zawieść i napisać,ze sie nie udało trzymała mnie na duchu 😅💪💥😘 LOV U ❤️❤️❤️

 

Dziękuje tez Partnerom naszej wyprawy:

AZTORIN/ APART , CAREX I OLYMPUS POLSKA, za to​, że byliście częścią tego niezwykłego projektu.AZTORIN Kilimanjaro expedition

Komentarze

  1. iwi pisze:

    Jesteś wzorem, dziewczyno.

  2. Bazyliowy Mus pisze:

    jesteś niesamowita 🙂

  3. Klaudia pisze:

    Kobieto, jesteś W I E L K A! Odkryłam Twojego bloga jakieś pół roku temu i nie ukrywam, że uwielbiam go coraz bardziej! Jesteś mega inspiracją i tak trzymaj! Bądź sobą! 🙂 mam jeszcze tylko pytanie, widziałam, że uczysz się jakiegoś języka, a więc jakie języki obce znasz?
    buziaki!

  4. Bandite pisze:

    Brawo Kochana! Kolejny raz przyciągasz ludzi (no, a przynajmniej mnie;) postem o wyprawie i przygodzie! Wielkie gratulacje, że mimo wszystko dałaś rade, że się nie poddałaś. Strasznie lubię oglądać filmy dokumentalne i czytać książki o himalaistach i innych takich, ale od początku patrząc na to wiedziałam, że to nie moja bajka, że nie dałabym rady (wyprawy w nieznane, dzikie, niebezpieczne? Nie ma sprawy! Byle nie góry). A Ty dałaś rade i to jest Twoje. Gratuluje jeszcze raz i pozdrawiam 🙂
    PS wcale nie odczuwa się, żeby post był długi

  5. Kaja pisze:

    Niesamowite, jak czytałam to brakowało mi oddechu mimo tego ,że leżę wygodnie w łożku.A co dopiero to przeżyć.jestes niesamowita.Strasznie podoba mi się styl twojego pisania.Gratulacje Aniu

  6. kasia pisze:

    Aniaa wieeelki szacunek i ogromne gratulacje dla Ciebie !! Jesteś meega kobieta !! Odpoczywają teraz i bądź z siebie dumna !!

  7. Karola pisze:

    Uf… czekalam co dziennie na znak, ze zyjecie i ze z wami jest ok. Ogromnie sie ciesze ze Wam sie udalo. Gratulacje !!!!! Przerazona bylam kiedy czytalam wpis, strasznie jestes dzielna i mega wytrwala ! Szacunek !! Fantastycznie apelniac swoke marzenia, buziaki 🙂

  8. Blond-Yasmin pisze:

    ale super! cieszę się, że jednak Ci się udało 😉 takie przeżycia i wspomnienia na pewno zostaną z Tobą do końca życia 😉 Gratuluję! <3

  9. blond-yasmin.blogspot pisze:

    ale super! cieszę się, że jednak Ci się udało takie przeżycia i wspomnienia na pewno zostaną z Tobą do końca życia Gratuluję! <3

  10. Agnieszka pisze:

    Ania ogromne gratulacje! Jesteś Wielka! Literówki zupełnie nie przeszkadzają w tym wpisie – jest on tak autentyczny, wszystko opisane pod wpływem wielkich emocji i zupełnie szczerze – to właśnie jest w nim cenne. Aż serduszko się raduje i pojawiają się łzy, gdy się to czyta.

    Wielki podziw dla Ciebie i tego co robisz.

  11. Monika pisze:

    Jesteś wielka! 🙂 Mimo kryzysu dokonałaś tego:)
    Przezwyciężyłaś pewną barierę, nie ważne, że nie bd drugą Wojciechowską… Jesteś Skurka, która zaskoczy nas jeszcze wielokrotnie !!!
    Powodzenia w realizacji pozostałych marzeń (z pewnością równie szalonych).

  12. Ewa pisze:

    Ana,
    czułam dreszcze jak to czytałam..Było źle, ale dałaś radę. To Wielki przykład dla nas wszystkich.
    Jak patrzę na to zdjęcie ze szczytu to po prostu bym Cię przytuliła jak siostrę…

  13. Ania pisze:

    Jesteś W-I-E-L-K-A !!! W tym momencie mogę powiedzieć, że dla mnie jesteś drugą Martyną Wojciechowską! 🙂 Jesteś tak cudownie szczerą osobą, że mam nadzieję iż kiedyś doczekamy się książki napisanej właśnie przez Ciebie – o Tobie i o tym co przeżyłaś na wszystkich wyprawach i nie tylko.
    Twoje wpisy są niezwykle wciągające – jak żadne inne (i naprawdę mówię tu żadne inne!). Zwykle nie czytam żadnych blogów bo uważam, że większość z nich piszą (nie chcę tu nikogo obrazić) puste osoby o tzw. blablablablaaa…. i nic z tego nie wynika.
    Twój blog jest INNY dosłownie INNY wciągający – czytając ten wpis czułam się tak jakbym to ja razem z wami tam szła ;D Życzę Ci kolejnych lecz mniej przerażających/szalonych (bym powiedziała) wrażeń. Pozdrawiam 🙂

  14. Sushi pisze:

    Trzymałam za Ciebie kciuki 🙂
    Jesteś super 🙂

  15. Anonim pisze:

    max zazdrość. Full gratki 😀 <3

    poznać granice swoich możliwości i przetrwać żeby osiągnąć cel- bezcenne uczucia na pewno 🙂

  16. Ania pisze:

    Trzymałam kciuki, ja kocham góry bardzo bardzo i bardzo marzy mi sie zdobycie wszystkich szczytów Tatr (tak na początek). Ale w życiu jak to w życiu, nie mam z kim tych szczytów zdobywać, moja druga połówka gór nie lubi, znajomi również, samemu strach, a jakoś póki co nie było mi dane spotkać nikogo z kim mogłabym „szczytowac”. Bardzo się cieszę, ze Wam sie udało, ze podzielacie swoje pasje.

  17. Kama pisze:

    Szczerze podziwiam! Jesteś przykładem że mimo wszystko można wszystko, dzięki silnej woli i determinacji.

  18. soyellka pisze:

    Wielkie gratulacje!

  19. Kentak pisze:

    Dzielna dziewczynk 🙂 Uwielbiam i podziwiam 🙂

  20. Kentak pisze:

    Dziewczynka miało być, ups….

  21. e. pisze:

    Aniu, nie chcę Cię martwić, ale…. nie wierzę nic a nic w te 1000 mnpm 😉 Pamiętam, jak po wlezieniu na słoweński Triglav (2864 mnpm) stwierdziłam, że szczerze „pier…ę góry”, a nigdy nie miałam żandej ku nim żadnej specjalnej chęci po nich łazić, ani mnie ziębiły, ani grzały. I co? I teraz 2 razy do roku jeżdżę ze swoją małą córką w nosidle w góry. A poza tym – szacun i wielke gratulacje!!!!

    1. What Anna Wears pisze:

      Pewnie będzie dokładnie tak ja mówisz 😀

      Dziękuje Ci serdecznie!

  22. Karo pisze:

    No, to teraz chwile odpoczynku, a potem czas na zabawę w wielkiego podróżnika i obiegnięcie wszystkich telewizji śniadaniowych!

  23. justblackswan.wordpress.com pisze:

    Ze łzami w oczach przeczytałam Twój post… Jesteś wojowniczką! Gratuluje i Pozdrawiam, Ania

  24. Bambimbum pisze:

    Z niecierpliwością czekam na resztę relacji !!! Czytanie Twojego bloga jest dla mnie czystą przyjemnością i od początku wyprawy trzymałam za Was mocno kciuki by się udało . GRATULACJE !!!! 🙂

  25. PaulinaSkorupa pisze:

    Gratulacje Aniu! Jesteś wielka przez duże W. Codziennie sprawdzałam czy już spełniłaś swoje marzenie i trzymałam za Ciebie kciuki!

  26. Aneta pisze:

    Aniu, serdecznie Ci gratuluję przede wszystkim wytrwałości w dążeniu do celu i pomysłu na życie. Prowadzisz blog do którego nieustannie wracam i w zasadzie jest on jednym z czterech blogów, które systematycznie czytam, a to ze względu na jego oryginalność, nie-kopiowanie pomysłów, szczerość, naturalność, własny, ulubiony styl (nie „rzucasz się” kolokwialnie mówiąc na wszystko co modne). Sama prowadzę blog i wiem, że o ile dzielenie się swoimi przeżyciami nie musi być wcale takie trudne, gdyż wypływa z głębi serca, jak u Ciebie, to wiele innych aspektów może stać się kamieniem milowym. Gratuluję Ci pokonania kolejnego etapu, zapewne z listy twoich marzeń. Mam wrażenie, że taka istnieje, bo fajnie by było, abyś dalej się nią z nami dzieliła. Powodzenia!

  27. Agata pisze:

    Jesteś niesamowita, i przesyłam szczere gratulacje! Ale nęci mnie teraz pytanie.. Czemu nie rozłożyłaś wspinaczki w dłuższym czasie, żeby choć trochę uniknąć skutków choroby wysokościowej????

    1. What Anna Wears pisze:

      Dziekuje Agata. Wspinaczka była właśnie rozłożona, na 6dni. Choroba wysokościowa pojawiła się nie dlatego,że za szybko wchodziliśmy, bo wchodziliśmy w prawidłowym tempie,ale dlatego,że mój organizm tego nie przyswaja i chyba nie jest stworzony do takich wysokości. Zresztą mnie głowa boli często nawet w samochodzie czy samolocie,więc trochę się tego spodziewałam. Np Marka w ogóle nie dopadła. Dopiero na ostatnim etapie minimalnie. Nie przewidzisz tego i nie możesz się na to przygotować. Entliczek pentliczek… 😉

  28. Kongoset_mp pisze:

    Aniu, 30.09? Mała, jesteś Wielka!

    1. What Anna Wears pisze:

      A tak racja mój błąd. Dzięki !!! :***

  29. rgi_ pisze:

    ojeju podziwiam 🙂 czekam z niecierpliwością na relacje o której mówiłaś na snapie :**

  30. Aleksandra pisze:

    Jakos zupelnie przypadkiem trafilam na Twoj blog przed Twoim wyjazdem na Kili, a juz Cie uwielbiam:)!!!
    Przyznaje szczerze ze nigdy nie ocenialam blogerek, ale teraz jak widze Twoj blog i czytam ten post, reszta blogerek wydaje mi sie jakas taka hmmm.. nudna? Wszedzie tylko szmaty i szmaty, buty i znowu szmaty.. Wszystkie zdjecia praktycznie takie same, inny tylko stroj.. Twoj blog jest inny!!!
    Z racji tego ze sama uwielbiam podrozowac, czesto grzebie w necie, czytam blogi podroznicze o ludziach ktorzy zwiedzili caly swiat, od malej wioski w Gruzji po Manhattan, ale tylko na Twoim blogu po przeczytaniu tej opowiesci(bo inaczej tego nie mozna nazwac), jestem naprawde zainspirowana i pelna podziwu !!!!!!! Nie dosc ze przeczytalam to z zapartym tchem i lzami w oczach, co mi sie nigdy wczesniej nie zdarzylo! szczerze mowiac to rzadko kiedy czytam takie notki bo sa to przyslowiowe ‚flaki z olejem’ to TU mam ochote wracac i wracac 🙂 !!!! 3mam za Ciebie mocno kciuki i zycze aby Twoje wszystkie marzenia sie spelnily, czekam z niecierpliwoscia na nastepne wyprawy. Buziaki!!!!!!!!!!

    1. What Anna Wears pisze:

      O jak miło:))) dziękuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Seo wordpress plugin by www.seowizard.org.